Piętnaście kompozycji, muzyczne niespodzianki, przyjaciele i dźwięki, które potrafią zmienić kierunek w najmniej oczekiwanym momencie. Patryk Wroński, znany jako Dziunek, wydał beat tape „Rzeczy niesłuchane”, nad którym pracował od kilku lat. To materiał, który wykracza poza klasyczne hip-hopowe podkłady. Jest tu miejsce na akordeon, kontrabas, syntezatory, samplowanie, a przede wszystkim na wyobraźnię. Jest też kaseta magnetofonowa, trochę nostalgii i świadoma próba ucieczki od świata, w którym na wszystko mamy zaledwie kilka sekund.
Nie tylko bity dla raperów
„Rzeczy niesłuchane” to zbiór głównie instrumentalnych kompozycji, w których Dziunek postanowił wyjść poza dobrze znaną formułę bitów, przygotowywanych z myślą o raperach. Choć, jak stwierdza, na tym materiale można oczywiście nawijać, tym razem jednak najważniejsze są dla niego rozbudowane aranżacje, zmiany rytmu i przestrzeń dla różnorodnych dźwięków. Muzyk zaczyna czasem od bębnów, układając kolejne rytmiczne części utworu, innym razem punktem wyjścia jest samplowany fragment cudzej muzyki, który później dostaje zupełnie nowe życie.
Ważną rolę odgrywają także zaproszeni muzycy. Na płycie pojawiają się śpiewająca blue jay, Kajetan Borowski (instrumenty klawiszowe), Kuba Dworak (kontrabas), Wiesław Ochwat (akordeon), DJ DBT i raper Kita. To w większości znajomi z Tarnowa, z którymi Dziunek dzielił wcześniej scenę i muzyczne doświadczenia. Nie chodzi jednak o proste dogranie kolejnych partii do gotowych podkładów. Czasem obecność instrumentu potrafi całkowicie odmienić koncepcję.
„Jak dochodzę do ściany, coś jeszcze bym w danej kompozycji widział, jakiś środek wyrazu, ale nie mam takiego skilla, żeby to zrobić, to potrzebuję kogoś, kto rzuci nowe światło na ten utwór” -mówi Wroński.
Muzyczne spotkania, samplowanie i Diabeł Piszczałka
Różnorodność słychać nie tylko w aranżacjach, ale też w samych tytułach. „Big Dziun”, „Urban Aria”, „Chillin’ Like a Villain” czy „Diabeł Piszczałka” zdradzają poczucie humoru i zamiłowanie do językowych skojarzeń. Ten ostatni utwór ma nawet swoją małą historię. Pojawia się w nim charakterystyczny, dźwiękowy motyw, nawiązujący do brzmień znanych z nagrań Dr. Dre, Tupaca , czy Snoop Dogga. Brat Dziunka, również zajmujący się produkcją bitów, regularnie żartuje, że artysta dodaje taki old schoolowy motyw niemal do każdej kompozycji. A że przy okazji przypomina on film, zapamiętany z dzieciństwa i jego bohatera diabła Piszczałkę, zatem taki tytuł dostał się jednej z kompozycji.
Ważne jest również to, że muzyczne spotkania nie zamykają się w jednym gatunku. Hip-hopowe rytmy mogą sąsiadować z akordeonem czy kontrabasem, a klasyczny sampling staje się punktem wyjścia do nowych poszukiwań. Dziunek korzysta także z bibliotek, które umożliwiają legalne wykorzystywanie fragmentów istniejących nagrań i dzielenie się tantiemami z ich autorami. Dzięki temu może nadal eksplorować cudzą muzykę, szukać interesujących brzmień i przekształcać je na własny sposób. Czasem pierwotny fragment pozostaje rozpoznawalny, innym razem zostaje tak mocno przetworzony, że trudno odgadnąć jego pochodzenie.
Tęsknota za kasetą i czasami, gdy odbiorca miał więcej uwagi
„Rzeczy niesłuchane” ukazały się nie tylko w serwisach streamingowych, ale również na kasecie magnetofonowej. Nakład liczy zaledwie pięćdziesiąt egzemplarzy. To nieprzypadkowy wybór, bo właśnie z taśm magnetofonowych Dziunek słuchał pierwszych bitów, zgrywanych z komputera, a także nagrywał się z innymi raperami. Fizyczne wydanie ma więc dla niego wymiar sentymentalny, ale wiąże się też z szerszą potrzebą powrotu do uważnego słuchania muzyki.
Artysta nie ukrywa, że współczesny sposób konsumowania kultury bywa dla twórców frustrujący. Krótkie materiały, szybkie przewijanie i walka o kilka sekund uwagi sprawiają, że coraz trudniej zatrzymać odbiorcę przy całym albumie.
„Wolałbym się wrócić do MySpace'a i Gadu-Gadu, ale przede wszystkim do atencji ludzi z tamtego czasu” -przyznaje muzyk.
Pamięta też, kiedy po premierze projektu słuchacze poświęcali czas na zapoznanie się z nime, a potem potrafili powiedzieć wprost, czy im się podobał, czy nie. Dziś sam stara się świadomie wracać do słuchania albumów w całości, zamiast zdawać się wyłącznie na intrnetowe playlisty.
Rzemiosło ważniejsze niż prompt
Dziunek zawodowo zajmuje się sztuczną inteligencją, ale w muzyce nie zamierza oddawać jej procesu twórczego. Dla niego najważniejsze pozostaje właśnie dochodzenie do efektu, eksperymentowanie, popełnianie błędów i szukanie rozwiązań, które nie zawsze przychodzą od razu. Kiedy brakuje mu umiejętności instrumentalnych, próbuje samodzielnie opanować potrzebne akordy, szuka wiedzy w internecie albo zaprasza do współpracy innego muzyka.
„Muzyka jest zbyt ważnym elementem mojego życia i zbyt żywym, żebym ją sprowadzał do opisu prompta, który zrobi coś za mnie” -stwierdza.
Nie oznacza to jednak, że całkowicie odrzuca nowe technologie. Dostrzega, że AI może być wykorzystywana na wiele sposobów, również jako narzędzie do tworzenia materiałów, z których inni artyści będą później samplować. Zwraca jednak uwagę na problem praw autorskich i na to, że sztuczna inteligencja uczy się na muzyce stworzonej przez ludzi. Być może właśnie dlatego coraz większą wartość będzie miało prawdziwe rzemiosło, umiejętności i indywidualny wkład twórcy.
„Może dzięki temu ta „kraftowość” wykonywania danego zawodu, na przykład bycia muzykiem, będzie tym bardziej doceniona przez ludzi, bo otrzymają prawdziwe rzemiosło wykonywane przez specjalistę” - konkluduje gość Megafonu.
„Rzeczy niesłuchane” są więc nie tylko kolekcją instrumentalnych utworów, ale też zapisem muzycznej ciekawości i potrzeby szukania własnej drogi. Dziunek nie próbuje zamykać się w jednej stylistyce, nie boi się eksperymentów i chętnie oddaje część muzycznej przestrzeni innym. Słuchacz dostaje piętnaście krótkich, różnorodnych historii, w których hip-hop spotyka się z dźwiękową kreatywnością, nostalgią i poczuciem humoru.
Posłuchaj wypowiedzi
Nie tylko bity dla raperów
„Rzeczy niesłuchane” to zbiór przede wszystkim instrumentalnych kompozycji, w których Dziunek postanowił wyjść poza dobrze znaną formułę bitów przygotowywanych z myślą o raperach. Choć, jak stwierdza, na tym materiale można oczywiście nawijać, tym razem jednak najważniejsze są dla niego rozbudowane aranżacje, zmiany rytmu i przestrzeń dla różnorodnych dźwięków. Patryk Wroński zaczyna czasem od bębnów, układając kolejne rytmiczne części utworu, innym razem punktem wyjścia jest samplowany fragment cudzej muzyki, który później dostaje zupełnie nowe życie.
Ważną rolę odgrywają także zaproszeni muzycy. Na płycie pojawiają się śpiewająca blue jay Kajetan Borowski (instrumenty klawiszowe), Kuba Dworak (kontrabas), Wiesław Ochwat (akordeon), DJ DBT i raper Kita. To w większości znajomi z Tarnowa, z którymi Dziunek dzielił wcześniej scenę i muzyczne doświadczenia. Nie chodzi jednak o proste dogranie kolejnych partii do gotowych podkładów. Czasem obecność instrumentu potrafi całkowicie odmienić kompozycję.
„Jak dochodzę do ściany, coś jeszcze bym w danej kompozycji widział, jakiś środek wyrazu, ale nie mam takiego skilla, żeby to zrobić, to potrzebuję kogoś, kto rzuci nowe światło na ten utwór”
- mówi Wroński.
Muzyczne spotkania, samplowanie i Diabeł Piszczałka
Różnorodność słychać nie tylko w aranżacjach, ale też w samych tytułach. „Big Dziun”, „Urban Aria”, „Chillin’ Like a Villain” czy „Diabeł Piszczałka” zdradzają poczucie humoru i zamiłowanie do językowych skojarzeń. Ten ostatni utwór ma nawet swoją małą historię. Pojawia się w nim charakterystyczny, dźwiękowy motyw, nawiązujący do brzmień znanych z nagrań Dr. Dre, Tupaca , czy Snoop Dogga. Brat Dziunka, również zajmujący się produkcją bitów, regularnie żartuje, że artysta dodaje taki old schoolowy motyw niemal do każdej kompozycji. A że przy okazji przypomina on film z dzieciństwa i jego bohatera diabła Piszczałkę, zatem taki tytuł dostał się jednej z kompozycji.
Ważne jest również to, że muzyczne spotkania nie zamykają się w jednym gatunku. Hip-hopowe rytmy mogą sąsiadować z akordeonem czy kontrabasem, a klasyczny sampling staje się punktem wyjścia do nowych poszukiwań. Dziunek korzysta także z bibliotek, które umożliwiają legalne wykorzystywanie fragmentów istniejących nagrań i dzielenie się tantiemami z ich autorami. Dzięki temu może nadal eksplorować cudzą muzykę, szukać interesujących brzmień i przekształcać je na własny sposób. Czasem pierwotny fragment pozostaje rozpoznawalny, innym razem zostaje tak mocno przetworzony, że trudno odgadnąć jego pochodzenie.
Tęsknota za kasetą i czasami, gdy odbiorca miał więcej uwagi
„Rzeczy niesłuchane” ukazały się nie tylko w serwisach streamingowych, ale również na kasecie magnetofonowej. Nakład liczy zaledwie pięćdziesiąt egzemplarzy. To nieprzypadkowy wybór, bo właśnie z taśm magnetofonowych Dziunek słuchał pierwszych bitów, zgrywanych z komputera, a także nagrywał się z innymi raperami. Fizyczne wydanie ma więc dla niego wymiar sentymentalny, ale wiąże się też z szerszą potrzebą powrotu do uważnego słuchania muzyki.
Artysta nie ukrywa, że współczesny sposób konsumowania kultury bywa dla twórców frustrujący. Krótkie materiały, szybkie przewijanie i walka o kilka sekund uwagi sprawiają, że coraz trudniej zatrzymać odbiorcę przy całym albumie.
Wolałbym się wrócić do MySpace'a i do Gadu-Gadu, ale do atencji ludzi z tego czasu
- przyznaje muzyk.
Pamięta czasy, kiedy po premierze projektu słuchacze poświęcali mu chwilę, a potem potrafili powiedzieć wprost, czy im się podobał, czy nie. Dziś sam stara się świadomie wracać do słuchania albumów w całości, zamiast zdawać się wyłącznie na intrnetowe playlisty.
Rzemiosło ważniejsze niż prompt
Dziunek zawodowo zajmuje się sztuczną inteligencją, ale w muzyce nie zamierza oddawać jej procesu twórczego. Dla niego najważniejsze pozostaje właśnie dochodzenie do efektu, eksperymentowanie, popełnianie błędów i szukanie rozwiązań, które nie zawsze przychodzą od razu. Kiedy brakuje mu umiejętności instrumentalnych, próbuje samodzielnie opanować potrzebne akordy, szuka wiedzy w internecie albo zaprasza do współpracy innego muzyka.
Muzyka jest zbyt ważnym elementem mojego życia i zbyt żywym, żebym ją sprowadzał do opisu prompta, który zrobi coś za mnie
- stwierdza.
Nie oznacza to jednak, że całkowicie odrzuca nowe technologie. Dostrzega, że AI może być wykorzystywana na wiele sposobów, również jako narzędzie do tworzenia materiałów, z których inni artyści będą później samplować. Zwraca jednak uwagę na problem praw autorskich i na to, że sztuczna inteligencja uczy się na muzyce stworzonej przez ludzi. Być może właśnie dlatego coraz większą wartość będzie miało prawdziwe rzemiosło, umiejętności i indywidualny wkład twórcy. „Może dzięki temu ta „kraftowość” wykonywania danego zawodu, na przykład bycia muzykiem, będzie tym bardziej doceniona przez ludzi, bo otrzymają prawdziwe rzemiosło wykonywane przez specjalistę”.
„Rzeczy niesłuchane” są więc nie tylko kolekcją instrumentalnych utworów, ale też zapisem muzycznej ciekawości i potrzeby szukania własnej drogi. Dziunek nie próbuje zamykać się w jednej stylistyce, nie boi się eksperymentów i chętnie oddaje część muzycznej przestrzeni innym. Słuchacz dostaje piętnaście krótkich, różnorodnych historii, w których hip-hop spotyka się z dźwiękową kreatywnością, nostalgią i poczuciem humoru.