Biskup tarnowski Andrzej Jeż został skazany na dwa lata ograniczenia wolności. W tym okresie z jego wynagrodzenia ma być potrącane 25 procent na rzecz Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Taki nieprawomocny wyrok zapadł w sprawie zbyt późnego powiadomienia organów ścigania o przestępstwach seksualnych popełnionych na szkodę małoletnich przez dwóch podległych mu księży. Biskup nie przyznawał się do winy.
Podczas pierwszej rozprawy przed Sądem Rejonowym w Tarnowie biskup Andrzej Jeż ujawnił, ile zarabia. Odpowiadając na pytania sądu dotyczące swojej sytuacji osobistej, oświadczył, że jego miesięczne wynagrodzenie wynosi 4800 złotych brutto.
WażneBiskup tarnowski Andrzej Jeż skazany. Precedensowy wyrok
Jeżeli ta kwota nie uległa zmianie, 25 procent wynagrodzenia, które zgodnie z wyrokiem ma być potrącane na rzecz Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, wyniesie 1200 złotych miesięcznie. W ciągu dwóch lat daje to łącznie 28 800 złotych. Są to jednak wyliczenia oparte na kwocie podanej przez biskupa podczas pierwszej rozprawy.
Proces ordynariusza diecezji tarnowskiej był bezprecedensowy. Andrzej Jeż jest pierwszym polskim biskupem, który stanął przed świeckim sądem pod zarzutem zbyt późnego powiadomienia organów ścigania o przestępstwach seksualnych wobec małoletnich, których dopuścili się duchowni.
Prokuratura zarzuciła biskupowi, że mimo posiadania wiarygodnych informacji o przestępstwach popełnionych przez dwóch podległych mu księży nie zawiadomił o nich odpowiednio wcześnie organów ścigania, choć taki obowiązek wynika z przepisów obowiązujących od 2017 roku.
Biskup od początku nie przyznawał się do winy. Przekonywał, że zawiadomił organy ścigania po uzyskaniu jednoznacznych informacji i działał zgodnie ze swoją interpretacją obowiązujących przepisów. Podkreślał również działania diecezji na rzecz przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnemu i pomocy osobom pokrzywdzonym.