Za spóźnienie karetki zablokowanej w korku, ktoś może zapłacić życiem – ostrzega sądeckie pogotowie. W Nowym Sączu trwa szukanie sposobu na sprawny wyjazd karetek z bazy pogotowia przy zatłoczonej ulicy Śniadeckich. Jak informowaliśmy, 13 stycznia dwie karetki na sygnale utknęły w korku na ponad godzinę. Miasto i powiat rozpoczęły rozmowy o przeprowadzce pogotowia. Niestety to rozwiązanie nieprędko przyniesie efekt.
Baza sądeckiego pogotowia znajduje się na ternie miasta, ale zarządza nią powiat. Konieczne jest w związku z tym porozumienia prezydenta i starosty. Ludomir Handzel poinformował we wtorek, że skierował do starosty propozycję przeprowadzki pogotowia.
- Miasto Nowy Sącz chce przekazać działkę w wartości kilku milionów złotych pod ten cel, bo uważam, że jest szczytny, długofalowy - powiedział.
Karetki uwięzione w korku w Nowym Sączu. Pogotowie ostrzega: to może się powtórzyć
Starosta Tadeusz Zaremba deklaruje gotowość do rozmów. Oczekuje jednak poważnej i przemyślanej oferty.
- Kto mi da gwarancję, że w innym miejscu też nie będzie korków? To musi być sensowne, dlatego jestem otwarty na rozmowy, na propozycje - zaznacza.
Dyrektor pogotowia przypomina jednak, że przeprowadzka to projekt na miesiące, a może i lata. Tymczasem rozwiązanie, choćby doraźne, potrzebne jest natychmiast. Andrzej Bodziony wystosował we wtorek pismo w tej sprawie do prezydenta Nowego Sącza, przewodniczącego Rady Miasta i Miejskiego Zarządu Dróg. Przypomina w nim, że pacjenci z zagrożeniem życia nie mogą czekać tak długo.