Centrum i drogi dojazdowe do miasta to najbardziej oszpecone przez reklamy miejsca w Nowym Sączu. Z uporządkowaniem pstrokacizny władze starają się uporać od lat, ale to przypomina walkę z wiatrakami. Kiedy uda się usunąć jeden baner, od razu powstają nowe. Czy wchodząca dziś w życie ustawa krajobrazowa ułatwi rozprawienie się z rażącymi w oczy reklamami? Zastępca prezydenta Nowego Sącza, Jerzy Gwiżdż uważa, że tak.
Posłuchaj co mówi zastępca prezydenta Nowego Sącza, Jerzy Gwiżdż
- Ustawa pozwala decydować samorządom o umiejscowieniu reklam na danym terenie, a także o ich wielkości i rodzaju. Właśnie opracowujemy uchwałę, która to wszystko ureguluje – podkreśla Gwiżdż.
Jeśli ktoś do nowych zasad się nie dostosuje, czeka go sroga kara, sięgająca 40-krotności opłaty reklamowej ustalonej przez miasto. Zatem mogą być to kwoty nawet kilku tysięcy złotych. Do tej pory kara za postawienie baneru bez wymaganego pozwolenia wynosiła kilkaset złotych. "To między innymi dlatego proceder kwitł w najlepsze" – uważa Gwiżdż.
Z ustawy cieszy się też Bogusława Mikołajczyk, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego dla miasta Nowego Sacza, bo inspektorat jest jedną z jednostek, które z nielegalnymi reklamami walczą. "Do tej pory rocznie usuwaliśmy raptem kilkanaście banerów" – podkreśla Mikołajczyk.
Najwięcej nielegalnych reklam w Nowym Sączu stoi przy ulicach Węgierskiej, Lwowskiej i Tarnowskiej, a więc przy trasach wjazdowych do miasta.
(Joanna Porębska/ko)