W tym roku do Małopolski przyjechały tylko trzy osoby z Kazachstanu. Tymczasem Związek Repatriantów szacuje, że do Polski chciałoby powrócić prawie dwadzieścia tysięcy potomków zesłańców. Samorządowcy twierdzą, że główny ciężar repatriacji spadł na gminy. Brakuje pełnomocnika rządu, który nadzorowałby cały ten proces.
Nie wszyscy przyznają się do polskiego pochodzenia, bo obawiają się utraty pracy. Ci, którzy zadeklarowali chęć powrotu, zdali egzamin z języka polskiego i zostali zarejestrowani w bazie "Rodak". Liczy ona prawie trzy tysiące osób. Siostra pani Walentyny Kamińskiej, która przyjechała do Polski 19 lat temu, na zaproszenie czeka już jednak cztery lata: " Czekają na to, żeby ich los się zmienił. Liczą, że Polska ich zabierze".
Jak dodaje Lucyna Gajda z Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie, takiego repatrianta zaprosić może gmina, jednostka organizacyjna. Może to także osoba prywatna, ale tylko będąca najbliższą rodziną repatrianta.
[Posłuchaj: Grudzień 2013