Człowiek fenomen. Tenor tak charakterystyczny, że nie sposób pomylić go z kimś innym. Brian May - gitarzysta Queen - powiedział kiedyś: gdyby dało się zważyć charyzmę Freddiego, trzeba użyć do tego wag okrętowych ze stoczni w Dover. Dla jednych wąsaty błazen dla innych pomnik wprost z rockowego Panteonu. Dziś mija 30 rocznica śmierci Freddy`ego Mercury. Czy świat miał drugiego takiego showmana?
Zespoły lat 70. używały różnych środków wyrazu. Kiedy zespół Queen ruszał na podbój świata, cały tzw. event trzeba było udźwignąć na własnych barkach. Freddie potrafił to jak mało kto. Romanse z innymi gatunkami muzyki potwierdziły, że Queen pod wodzą swojego lidera to zespół ludzi o otwartych głowach zarówno w podejściu do tworzenia jak i produkowania utworów.
Charyzma, głos, konsekwencja i magnetyzm, jaki miał w sobie, były gwarantem sukcesu. Ciężko wypracowanego sukcesu. Perkusista Roger Taylor wspominał: Freddie potrafił jak mało kto wykończyć nas w studiu. Podczas narywania płyty "A day at the races" przy kolejnym podejściu do jednego z utworów, z bezsilności prawie rzuciłem w niego pałeczkami. Nie doleciały do celu, bo nie miałem już siły...".
Do dzisiaj Freddie i Queen ma rzesze fanów na całym świecie. Do dzisiaj o nim mówi się jak o zjawisku. "Jestem tylko muzyczną dziwką, udzielanie wywiadów to strata czasu, bo ciągle odpowiadam na te same pytania, wolę tworzyć piosenki" - to najczęściej powtarzana fraza przez Freddiego.
"Żył szybko i kolorowo, kochał życie i kochał kochać" - powiedziała Mary Austin - kiedyś partnerka lidera Queen później asystentka, a przede wszystkim przyjaciółka do samego końca.
Freddie Mercury odszedł 24 listopada 1991 roku w Londynie.