Wtorek, 27 paź 11 °C Jakość powietrza: Dostateczna Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Jacek Romanowski wspomina Jana Frycza. „Cały czas stawiał sobie nowe wymagania”

– Miał nieprawdopodobną umiejętność operowania słowem. Ono po prostu ważyło – tak Jana Frycza wspomina Jacek Romanowski, aktor Narodowego Starego Teatru. Obaj studiowali w krakowskiej szkole teatralnej, a później przez lata spotykali się w Starym Teatrze. Romanowski zapamiętał Frycza jako artystę, który mimo ugruntowanej pozycji wciąż szukał nowych wyzwań i nie pozwalał sobie na zawodową rutynę.

Jacek Romanowski wspomina Jana Frycza. „Cały czas stawiał sobie nowe wymagania”
Jan Frycz. Fot. Autorstwa Ja Fryta from Strzegom - Jan FryczUploaded by Dudek1337, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=29022862

Posłuchaj rozmowy z Jackiem Romanowskim

Ich zawodowe drogi przez pewien czas biegły osobno. Po szkole Jan Frycz związał się z Teatrem im. Juliusza Słowackiego, Romanowski pracował poza Krakowem, a następnie trafił do Starego Teatru. Po latach spotkali się właśnie tam i przez kilkanaście lat byli – jak mówi Romanowski – „dobrymi kolegami z garderoby”.

Nie była to szczególna zażyłość czy przyjaźń. Była za to możliwość obserwowania z bliska aktora, który nieustannie czegoś od siebie wymagał.

– Mam go w pamięci jako człowieka nieskończonego poszukiwania, ciągle czegoś nowego w sobie – wspomina Romanowski.

„Potrzebuję reżysera, który mnie porządnie przeczołga”

Frycz miał już wtedy silną pozycję zarówno w teatrze, jak i w filmie. Nie sprawiało to jednak, że chciał jedynie korzystać z wypracowanych środków. Romanowski pamięta rozmowę w garderobie, podczas której Frycz powiedział, że potrzebuje spotkania z reżyserem, który „porządnie go przeczołga”.

Najpierw takim twórcą był Krystian Lupa. Później Frycz mówił, że chciałby „dostać się w ręce Jarockiego”. I również to zawodowe spotkanie stało się możliwe po jego przejściu do Teatru Narodowego.

Romanowski szczególnie zapamiętał Frycza jako Iwana w „Braciach Karamazow” w reżyserii Krystiana Lupy. To w tej roli – jak mówi – najpełniej ujawniła się jego niezwykła umiejętność operowania słowem i obecność na scenie.

– To nie było wykalkulowane, to nie było wymyślone. To ważyło po prostu nieprawdopodobnie – mówi.

Frycz potrafił przy tym równie mocno zaskakiwać w repertuarze komediowym. Romanowski wspomina jeden z programów opartych na tekstach Piwnicy pod Baranami, reżyserowany przez Krzysztofa Maternę. Aktor, kojarzony często z powagą, surowością czy mrocznymi rolami, doprowadzał wtedy publiczność do salw śmiechu.

W garderobie też nie było bezpiecznie

Ta precyzja i bezkompromisowość nie kończyły się wraz ze spektaklem. Romanowski zapamiętał kolegę jako człowieka bardzo wymagającego wobec siebie, ale też potrafiącego bez ogródek powiedzieć, co myśli o pracy innych.

Nie znosił rutyny i „spowszednienia aktorskiego”, szczególnie w przedstawieniach granych przez długi czas. Miał też bardzo charakterystyczne poczucie humoru.

– To było momentami niebezpieczne poczucie humoru dla garderoby, dla kolegów. Potrafił z nas dosyć surowo zakpić – opowiada Romanowski.

Wystarczała zwyczajna rozmowa w teatralnej poczekalni. Kiedy zaczynały padać banalne pytania w rodzaju „co słychać?” albo „kiedy przyjechałeś?”, Frycz szybko przejmował ton rozmowy. Dopiero po chwili koledzy orientowali się, że od kilku minut są obiektem żartu.

Romanowski porównuje to poczucie humoru do Jerzego Bińczyckiego: ciepłego i serdecznego, ale tak celnego w swoich żartach, że – jak mówi – „jak zakpił, to bolało”.

„Idę pozbyć się tekstu”

Po aktorze pozostają filmy, spektakle Teatru Telewizji i słuchowiska. Teatr jest bardziej ulotny.

– Teatr nie zostaje. Zostaje wspomnienie, zostaje anegdota – mówi Romanowski.

I właśnie jedną z takich anegdot o Janku przywołuje na koniec. Zna ją z opowieści jednego z kolegów, który spotkał Frycza już w Warszawie.

– „Janku, co, idziesz grać?” – zapytał.

Frycz miał odpowiedzieć:

– „No wiesz, idę powiedzieć. Idę pozbyć się tekstu”.

Powiązane

  • Nie żyje Jan Frycz. Miał 72 lata

    Katarzyna Fortuna

  • Anna Dymna wspomina Jana Frycza. "Takiego drugiego nie ma"

    Katarzyna Fortuna

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS w trybie natychmiastowym. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Pijany kierowca uciekał przed policją w Krakowie. Miał ponad 2 promile i był poszukiwany

  • Kiedy poznamy skalę nadużyć w polskim Kościele? Przewodniczący komisji ds. nadużyć podał termin końcowego raportu

  • Polskie seriale, które dobrze się zestarzały. Te tytuły musi znać każdy

  • Spacer z psem w jesienny wieczór: smycz, odblaski i suche łapy po deszczu

  • Śmierć młodej kobiety podczas wichury w Zakopanem. Właściciel działki usłyszał zarzut

  • "Historia kina nigdy nie stoi w miejscu". 27. Festiwal Filmu Niemego