Jest ich coraz więcej i są coraz mniej wybredne. Ścinają co chcą i buduję żeremie, gdzie popadnie. Bobry coraz bardziej dają się we znaki mieszkańcom ulicy Dunajcowej w Nowym Sączu. W pierwszej kolejności gryzonie pojawiły się w stawach Heleńskich, ale z każdym rokiem ich przybywa.
Po wycięciu wszystkich drzew w najbliższej okolicy, zabrały się za te posadzone na prywatnych posesjach. Na działce pana Piotra Mroza w jedną noc ścięły ponad setkę metrowych świerków, a przecież drzewa iglaste do bobrzych przysmaków nie należą.
Bobry żyją i rozmnażają się nad Dunajcem w komfortowych warunkach. Nie mają naturalnych wrogów, a myśliwi nie polują na nie, bo są pod ochroną. Poszkodowani mogą się starać o odszkodowania za straty wyrządzone przez bobry. W ubiegłym roku Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Starym Sączu wypłaciła mieszkańcom powiatu nowosądeckiego 25 tysięcy złotych. Suma szkód może być jednak znacznie większa, bo nie wszystkim udaje się przebrnąć przez gąszcz dokumentów.
O redukcji bobrów jak na razie nie ma mowy. Szacuje się, że w całej Polsce jest ich nawet 90 tysięcy. "Co ciekawe pół wieku temu zwierzęta te były na wyginięciu, a w przyszłości możemy mieć z nimi problemy, bo są coraz bardziej odważne" – mówi przyrodnik Grzegorz Tabasz.
Bobry na Sądecczyźnie można też spotkać praktycznie w każdym dopływie rzeki Łososinka w rejonie Łososiny Dolnej i Witowicach. W ubiegłym roku osiedliły się również w okolicach rzeki Kamienica w Nowym Sączu.
(Bartosz Niemiec/ko)