Wtorek, 27 paź 9 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Mocne auto i młody kierowca. Instruktor: to może być recepta na tragedię

Nadmierna moc samochodu, brak doświadczenia i droga publiczna to połączenie, które może skończyć się tragedią – mówił w Radiostradzie Radia Kraków Paweł Janicki, instruktor techniki jazdy i propagator bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Jego zdaniem wielu młodych kierowców nie ma jeszcze świadomości konsekwencji swoich decyzji za kierownicą. Zakładają, że poradzą sobie w każdej sytuacji, choć nigdy wcześniej nie sprawdzili, gdzie kończą się ich umiejętności.

Mocne auto i młody kierowca. Instruktor: to może być recepta na tragedię
Fot. PAP/Łukasz Gągulski

Posłuchaj programu

Największy problem? Brak świadomości konsekwencji

Młodym kierowcom często zarzuca się brawurę, brak odpowiedzialności i brak wyobraźni. Paweł Janicki dodaje do tej listy jeszcze jedno określenie: „magiczne myślenie”.

Chodzi o przekonanie, że wypadki, utrata panowania nad autem i tragiczne konsekwencje dotyczą innych, ale nie mnie. Kierowca wsiada do mocnego samochodu i zakłada, że skoro potrafi nim ruszyć, skręcać i przyspieszać, to będzie też umiał zareagować w sytuacji granicznej.

To złudzenie szczególnie niebezpieczne w samochodach sportowych albo quasi-sportowych. Współczesne auta bardzo szybko się rozpędzają, a duża moc nie wymaga już od kierowcy wysiłku. Wystarczy lekkie dotknięcie gazu, by w kilka sekund znaleźć się przy prędkości, której niedoświadczony kierowca nie potrafi kontrolować.

Nadmierna moc, brak umiejętności i droga publiczna to recepta na tragedię

– ostrzega Paweł Janicki.

„Szybko, ale bezpiecznie” to mit. Brawura za kierownicą zaczyna się dużo wcześniej niż w chwili wypadku

Marcin Koczyba

Mocny samochód nie wybacza braku umiejętności

Problem nie dotyczy wyłącznie formalnego doświadczenia liczonego latami od zdania egzaminu. Chodzi o realną umiejętność panowania nad pojazdem w sytuacji awaryjnej: przy nagłym hamowaniu, omijaniu przeszkody, utracie przyczepności albo błędzie popełnionym przez innego uczestnika ruchu.

Samochód o mocy kilkuset koni wymaga od kierowcy czegoś więcej niż znajomości przepisów i podstawowej obsługi auta. Przyspieszenie, napęd, masa, opony i elektronika tworzą zestaw, który w złych warunkach albo przy złej decyzji może zaskoczyć nawet osobę pewną siebie.

Paweł Janicki zwraca uwagę, że wielu kierowców kupuje bardzo dynamiczne auta nie po to, by jeździć nimi po torze, ale po to, by mieć przewagę na drodze publicznej, zaimponować znajomym albo „sprawdzić się” w sytuacji, która nigdy nie powinna mieć miejsca w normalnym ruchu.

– „Taki pojazd jest jak odbezpieczony pistolet. Jeśli zaczniemy nim machać, wcześniej czy później może wypalić” – mówi instruktor.

Droga publiczna to nie tor

Tory i ośrodki doskonalenia techniki jazdy istnieją właśnie po to, by sprawdzić samochód w bezpiecznych warunkach. Tam można zobaczyć, jak auto zachowuje się przy gwałtownym manewrze, hamowaniu awaryjnym czy utracie przyczepności. Tam też można popełnić błąd bez narażania przypadkowych ludzi.

Na drodze publicznej sytuacja wygląda inaczej. Są inni kierowcy, piesi, rowerzyści, skrzyżowania, nierówności, ograniczona widoczność i zdarzenia, których nie da się przewidzieć. Nawet dobre umiejętności nie wystarczą, jeśli kierowca celowo przekracza granicę bezpieczeństwa.

Szkolenie techniki jazdy nie powinno być więc rozumiane jako nauka „wychodzenia z każdej opresji”. Najważniejsze jest coś innego: nauczyć się nie doprowadzać do sytuacji awaryjnej.

Pokora przychodzi wtedy, gdy kierowca zobaczy granicę

Dobre szkolenie pokazuje kierowcy, gdzie kończą się jego umiejętności i możliwości samochodu. To często działa mocniej niż wykład czy ostrzeżenie. Dopiero na płycie poślizgowej, przy hamowaniu awaryjnym albo omijaniu przeszkody widać, jak niewiele potrzeba, by stracić kontrolę.

Paweł Janicki podkreśla, że w ośrodkach doskonalenia techniki jazdy pojawiają się kierowcy w różnym wieku: młodzi, doświadczeni i bardzo doświadczeni. Wielu z nich przyjeżdża mocnymi, wymagającymi samochodami nie po to, by się popisywać, ale żeby zrozumieć, jak nad nimi panować.

Najważniejsza lekcja brzmi jednak: na drodze publicznej nie wolno przekraczać granicy, której przekroczenie nawet na torze wymaga miejsca, refleksu i zaplecza bezpieczeństwa.

Kraków po tragedii na Solnej. Czy wyciągniemy wnioski?

Sylwia Paszkowska

Wyższe ubezpieczenia? To może nie wystarczyć

Jednym z pomysłów na ograniczenie ryzyka jest różnicowanie kosztów ubezpieczenia. W niektórych krajach młody kierowca płaci znacznie więcej, jeśli chce jeździć autem z mocnym silnikiem. Taki mechanizm mógłby zniechęcać do kupowania zbyt mocnych samochodów na początku motoryzacyjnej drogi.

Paweł Janicki nie odrzuca takiego rozwiązania, ale uważa, że samo obciążenie finansowe nie rozwiąże problemu. Jeśli ktoś ma pieniądze na mocny samochód, może znaleźć też pieniądze na droższe ubezpieczenie.

Lepszym kierunkiem byłby obowiązek szkolenia w pakiecie z bardzo mocnym autem, szczególnie w przypadku młodych kierowców. Nie byłaby to gwarancja bezpieczeństwa, bo ostatecznie każdy kierowca sam odpowiada za swoje decyzje. Mogłoby to jednak dać wielu osobom potrzebny bodziec: pokazać, czym naprawdę jest ryzyko.

Nie każdy młody kierowca jeździ niebezpiecznie

W rozmowie wybrzmiewa ważne zastrzeżenie: nie można wrzucać wszystkich młodych kierowców do jednego worka. Wielu z nich jeździ odpowiedzialnie, chce się uczyć i potrzebuje jedynie dobrego wsparcia.

Instruktorzy techniki jazdy spotykają młodych ludzi z ambicjami do szybkiej jazdy, ale też gotowych słuchać, ćwiczyć i przenieść swoje zainteresowanie motoryzacją w bezpieczne miejsce – na tor albo do ośrodka szkoleniowego.

Dlatego kluczowa jest edukacja, a nie wyłącznie kara. Sama represja może odstraszyć część osób, ale nie nauczy właściwych zachowań. Praktyczne szkolenie potrafi otworzyć oczy nawet tym, którzy wcześniej byli przekonani, że „jakoś sobie poradzą”.

Okres próbny i edukacja od podstaw

W dyskusji o bezpieczeństwie młodych kierowców od lat wraca temat okresu próbnego po uzyskaniu prawa jazdy. Chodzi o system, który stopniowo wprowadzałby młodych ludzi w samodzielne prowadzenie pojazdu i większą odpowiedzialność.

Paweł Janicki przekonuje, że zmiana powinna zaczynać się jeszcze wcześniej – od edukacji komunikacyjnej prowadzonej od najmłodszych lat. Chodzi nie tylko o znajomość znaków i przepisów, ale o rozumienie konsekwencji, przewidywanie zagrożeń i budowanie szacunku do innych uczestników ruchu.

Praktyczne szkolenia dają wymierny efekt. Instruktorzy często słyszą od kierowców zawodowych, ludzi z ogromnym przebiegiem i doświadczeniem, że dopiero ćwiczenia na płycie poślizgowej pokazały im, jak mało wiedzieli o zachowaniu samochodu w sytuacji krytycznej.

Jeśli nie znamy konsekwencji, chętniej kładziemy rękę na gorącej kuchence. Kiedy raz przekonamy się, że parzy, zaczynamy się zastanawiać

– obrazowo tłumaczy Janicki.

Doświadczenie blokuje brawurę

Świadomy kierowca nie musi udowadniać, że umie wykorzystać pełną moc samochodu. Przeciwnie: im lepiej rozumie ryzyko, tym częściej wybiera ostrożność.

Taka „blokada” nie jest strachem, ale odpowiedzialnością. Wynika z doświadczenia, przejechanych kilometrów, wiedzy o wypadkach i świadomości własnych ograniczeń. Młody kierowca często jeszcze tego nie ma. Widzi samochód, który przyspiesza, reaguje na gaz i daje adrenalinę, ale nie rozumie jeszcze, jak szybko sytuacja może wymknąć się spod kontroli.

Tu tkwi sedno problemu: brak wiedzy, brak praktyki, brak wyobraźni i przekonanie, że tragedia dotyczy innych.

Po tragedii potrzebne są wnioski, nie tylko dyskusja

Każdy głośny wypadek uruchamia debatę. Pojawiają się komentarze, emocje, wypowiedzi ekspertów i apele o zmiany. Po kilku tygodniach temat zwykle znika, a system pozostaje taki sam.

Bez trwałej zmiany edukacji, praktycznego szkolenia i budowania świadomości kierowców podobne rozmowy będą wracać po kolejnych tragediach. Pierwszym krokiem powinna być nauka odpowiedzialności za kierownicą – nie tylko na kursie prawa jazdy, ale znacznie wcześniej i znacznie szerzej.

Mocne samochody same w sobie nie są problemem. Problem zaczyna się wtedy, gdy trafiają w ręce osób, które nie rozumieją, jak wielką odpowiedzialność biorą razem z kluczykami.

Komentarze

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Zaduszki Organowe 2026. Muzyczny maraton w krakowskich świątyniach

  • Ktoś wyłamał bariery na zamkniętym zjeździe z DK75 w Gnojniku. Drogowcy zawiadomili policję

  • Nocne utrudnienia na obwodnicy Brzeska. Kierowcy jadący w stronę Krakowa pojadą objazdem

  • Samochód dachował i leżał w polu. Pijanego kierowcę odnalazł policyjny pies

  • Duże zmiany na S-7 w krakowskich Mistrzejowicach. Już niedługo tędy pojadą kierowcy

  • ZUS w Suchej Beskidzkiej po modernizacji. Więcej miejsca i udogodnienia dla klientów