Kraków wciąż nie może otrząsnąć się po tragedii, do której doszło w sobotę. Zginęło młode małżeństwo, a ich dziecko w ciężkim stanie trafiło do szpitala. W tle pojawia się pytanie, czy do tego zdarzenia rzeczywiście musiało dojść? Mieszkańcy alarmowali o niebezpiecznej jeździe, wyścigach i driftowaniu. Co zawiodło? Infrastruktura, nadzór, egzekwowanie przepisów, edukacja kierowców, a może cały system bezpieczeństwa ruchu drogowego? Gośćmi Sylwii Paszkowskiej byli Katarzyna Dobrzańska-Junko, sekretarz Małopolskiej Wojewódzkiej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, wiceprezes i sekretarz Zarządu Europejskiej Federacji Ofiar Wypadków Drogowych, członkini Stowarzyszenia Przejście oraz Maciej Fijak, aktywista miejski Akcja dla Krakowa, radny Dzielnicy XIII Podgórze.
Posłuchaj rozmowy
Mieszkańcy alarmowali. Co zrobiono z tymi sygnałami?
Odpowiedzialność za tragiczne zachowanie na drodze ponosi kierowca, który doprowadził do wypadku. Osobnym pytaniem jest to, czy system zrobił wszystko, aby do takiej sytuacji nie dopuścić. Mieszkańcy od dawna zgłaszali problemy z niebezpiecznym zachowaniem kierowców. Mowa miała być między innymi o wyścigach, gwałtownym przyspieszaniu i hałasie generowanym przez samochody. Według aktywisty lokalni radni przekazywali te sygnały, oczekując reakcji służb i osób odpowiedzialnych za organizację ruchu. To rodzi pytanie, które po każdej podobnej tragedii jest najważniejsze, czyli co dzieje się ze zgłoszeniem mieszkańca, zanim wydarzy się tragedia?
Zwracamy się do odpowiednich osób na podstawie próśb mieszkańców, którzy notorycznie zgłaszają nam wyścigi, strzelanie z wydechów. My jako radni dzielnicowi odbijamy się od ściany – mówi Maciej Fijak.
Należy przestrzec jednak przed prostym wskazywaniem jednej instytucji jako winnej. W przypadku bezpieczeństwa drogowego mamy do czynienia z systemem, w którym uczestniczą różne podmioty: samorząd, zarządcy dróg, policja, służby kontrolne, organizatorzy ruchu i instytucje odpowiedzialne za edukację.
Jeżeli chodzi o statystyki, to musimy patrzeć nie na jeden rok, tylko na długofalowe działania. Dopiero wtedy poznamy trendy i to, co się dzieje w bezpieczeństwie ruchu drogowego – mówi Katarzyna Dobrzańska-Junko.
Tragiczny wypadek na Solnej. Miasto pilnie przygotuje propozycje uspokojenia ruchu
30 km/h to nie sugestia
Na miejscu obowiązuje ograniczenie prędkości do 30 km/h. To nie przypadkowa liczba ani propozycja dla kierowcy, który akurat ma ochotę zwolnić. Ograniczenie prędkości jest elementem organizacji ruchu i wynikać powinno z charakteru konkretnego miejsca: zabudowy, liczby pieszych, geometrii drogi, widoczności czy możliwych konfliktów pomiędzy różnymi uczestnikami ruchu. Problem polega na tym, że w Polsce kierowcy często traktują ograniczenia prędkości jako sugestię. Kierowca jadący zgodnie z przepisami bywa wręcz postrzegany jako ten, który "blokuje ruch". Tymczasem właśnie na tym polega sens ograniczenia prędkości, ponieważ ma ono określać maksymalną prędkość, z jaką można legalnie i bezpiecznie poruszać się w danych warunkach. Nie można więc mówić o "zbyt niskiej" prędkości, tylko dlatego, że samochód technicznie pozwala jechać szybciej. Sam znak z ograniczeniem prędkości może nie wystarczyć, jeśli konstrukcja ulicy pozwala na jazdę znacznie szybszą. Infrastruktura powinna wspierać zachowania zgodne z przepisami. Stąd pomysły na fizyczne uspokojenie ruchu – odpowiednie zwężenia, szykany, wyniesione przejścia, właściwie zaprojektowane progi czy sposób wyznaczania miejsc parkingowych.
Maciej Fijak przywołuje dane policyjne, według których w 2025 roku Kraków miał 941 wypadków drogowych i pod względem ich liczby wyprzedzał inne miasta wojewódzkie. Katarzyna Dobrzańska-Junko zwracała natomiast uwagę, że pojedynczych wskaźników nie można interpretować bez szerszego kontekstu. Liczba wypadków, liczba ofiar śmiertelnych i liczba osób rannych to różne mierniki. Można również porównywać dane bezwzględne, ale można je analizować także w przeliczeniu na liczbę mieszkańców czy natężenie ruchu. Kraków jest miastem turystycznym, przyciągającym ogromną liczbę osób spoza miasta i regionu. Na bezpieczeństwo wpływa więc nie tylko liczba mieszkańców, lecz także liczba pojazdów i osób korzystających z miejskiej infrastruktury.
Czy prawo jazdy uczy odpowiedzialności?
Czy kurs prawa jazdy rzeczywiście przygotowuje człowieka do odpowiedzialnego uczestnictwa w ruchu drogowym? Edukacja powinna zaczynać się znacznie wcześniej niż w ośrodku szkolenia kierowców. Postawy wobec ryzyka kształtują się już w rodzinie, później w szkole, a następnie podczas szkolenia i egzaminowania. To ważne, bo kierowca może doskonale znać przepisy i jednocześnie kompletnie nie rozumieć ich sensu.
Poprawa bezpieczeństwa ruchu drogowego to kilka różnych obszarów – obszar prawa, infrastruktury, nadzoru, ale jest to przede wszystkim obszar edukacji, czyli przygotowywania uczestników ruchu drogowego do świadomego poruszania się po naszych drogach. Oczywiście możemy dzisiaj mówić, że trzeba postawić progi zwalniające, ale jeżeli nie będzie jednocześnie zmian w tych wszystkich obszarach, obojętnie czy na poziomie krajowym, wojewódzkim, czy miejskim, to nie będzie widocznej poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego – mówi Katarzyna Dobrzańska-Junko.
Problemem nie jest wyłącznie brak znajomości przepisów. Problemem jest często błędna ocena własnych umiejętności. Droga hamowania rośnie wraz z prędkością. Dlatego edukacja kierowców powinna obejmować nie tylko przepisy, ale także świadomość ryzyka i konsekwencji. Pieszy nie może być uzależniony od tego, czy kierowca obok niego jest dobrze wyedukowany.
Widzimy, że edukacja nie działa. Dlatego infrastruktura miejska powinna być tak zaprojektowana, by nawet niewyedukowany nie mógł zrobić krzywdy – mówi Maciej Fijak.
Maciej Fijak wskazuje na problem nadzoru. Według jego relacji po wcześniejszej tragedii zapowiadano instalację kolejnych fotoradarów w Krakowie, jednak do ich ustawienia miało nie dojść. Aktywista twierdzi także, że w mieście wielkości Krakowa działa zaledwie kilka takich urządzeń. Fotoradar nie zastąpi policji, dobrze zaprojektowanej ulicy, ale może działać prewencyjnie.
Po sobotniej tragedii mieszkańcy spotykają się w miejscu wypadku, by oddać hołd ofiarom i przypomnieć, że chcą móc bezpiecznie chodzić po swoich ulicach. Chodnik powinien być miejscem, na którym człowiek nie musi zastanawiać się, czy za chwilę rozpędzony samochód wypadnie z jezdni.