Niedzielne referendum w sprawie odwołania wójta Szaflar jest nieważne, bo wzięło w nim udział za mało osób. Nie jest ważne, że większość z tych, co do urn poszli, głosowała za odwołaniem Rafała Szkaradzińskiego. Frekwencja była za niska i wyniosła niecałe 9 procent. By referendum było ważne, musiałoby zagłosować 2159 osób. Zagłosowało jedynie 758.
W niedzielnym głosowaniu za odwołaniem wójta opowiedziało się 729 osób, a przeciwko było 26. Oddano również trzy nieważne głosy. Łącznie wydano 758 kart do głosowania. Mimo zdecydowanej przewagi głosów za odwołaniem, z powodu zbyt niskiej frekwencji referendum nie wywołało skutku prawnego i Rafał Szkaradziński pozostaje na stanowisku.
Można śmiało powiedzieć, że ten okres był dużo gorszy niż okres wyborczy, ponieważ tutaj się walczy z nicością, z przeciwnikami, a nie na program, rozwiązania i wizję gminy. Mieszkańcy są bardzo świadomymi obywatelami i cieszę się bardzo, że odpowiedzieli na apel, żeby walczyć frekwencją. Wielkie podziękowania dla nich
- mówi Radiu Kraków wójt Szkaradziński.
Rafał Wilkus, pełnomocnik komitetu referendalnego, uważa, że wójt powinien zachęcać mieszkańców do głosowania. Tymczasem, jego zdaniem, w internecie namawiał ich, żeby nie szli do urn:
- Referendum nie powinno być narzędziem, które skutecznie zniechęca. Ale samo referendum pokazało potencjał, jaki jest wśród mieszkańców. Był komitet, spore zaangażowanie, które w tak niewielkiej gminie pokazało też, jakie występują zależności, powiązania.
Wilkus podziękował też wszystkim zaangażowanym w organizację referendum.
Inicjatorzy referendum zarzucali władzom gminy fatalny sposób zarządzania samorządem, wzrost zadłużenia, prowadzoną politykę inwestycyjną, złą współpracę z radą gminy, mieszkańcami i organizacjami społecznymi. Wskazywali także m.in. na przedłużającą się realizację inwestycji geotermalnej.
Jednym z głównych powodów niezadowolenia mieszkańców, według inicjatorów referendum, była trwająca od lat inwestycja związana z wykorzystaniem wód geotermalnych. W 2016 r. w Szaflarach rozpoczęto wiercenie odwiertu, który miał osiągnąć głębokość 7 km i należeć do najgłębszych tego typu odwiertów na świecie. Z powodu bardzo twardych skał prace zakończono na głębokości około 6 km. Gorące wody napotkano na głębokości około 3 i 5 km.
Odwiert ma być źródłem ciepła dla powstającej sieci geotermalnej. Według inicjatorów mieszkańcy są jednak rozczarowani tempem realizacji projektu oraz zakresem korzyści, jakie inwestycja ma przynieść samej gminie.
Komitet referendalny krytykował także wzrost zadłużenia samorządu. Inicjatorzy wskazywali, że spłata zobowiązań jest rozłożona do 2044 r. i kwestionowali skalę oraz sposób prowadzenia inwestycji.
Wójt odpierał zarzuty, przekonując, że gmina realizuje zakrojone na szeroką skalę inwestycje, które w przyszłości mają zwiększyć jej majątek i możliwości rozwoju. Wskazywał m.in. na rozwój geotermii, inwestycje w infrastrukturę drogową, wodno-kanalizacyjną, oświatową, sportową i kulturalną oraz modernizację remiz OSP.
Szkaradziński podkreślał, że od 2014 r. na inwestycje w gminie wydano ponad 300 mln zł. Jego zdaniem związane z nimi utrudnienia są przejściowe, a rezygnacja z inwestycji oznaczałaby brak rozwoju samorządu.
Gmina Szaflary składa się z siedmiu sołectw: Bańskiej Niżnej, Bańskiej Wyżnej, Boru, Maruszyny, Skrzypnego, Szaflar i Zaskala. Według danych PKW w niedzielnym referendum uprawnionych do głosowania było 8630 osób.
Wójt Szaflar zostaje na stanowisku. Wczorajsze referendum w sprawie jego odwołania jest nieważne, bo wzięło w nim udział za mało osób. I nie ważne, że większość z tych, co do urn poszli głosowała za odwołaniem Rafała Szkaradzińskiego. Frekwencja była za niska i wyniosła niecałe dziewięć procent.
By referendum było ważne musiałoby zagłosować 2.159. Zagłosowało jedynie 758-em. Inicjatorzy referendum zarzucali wójtowi zadłużanie gminy, opóźnienia w budowie sieci geotermalnej i lekceważenie głosu mieszkańców. Krytykowali też wybór inwestycji, na które samorząd wydaje pieniądze.