Zakopiańscy radni mieli dyskutować o wykonaniu prawomocnego wyroku rozbiórki słynnych w całej Polsce „poideł dla koni”. Pokłócili się jednak o pieniądze i równe traktowanie mieszkańców. Miasto miałoby zapłacić za rozbiórkę pięciu budynków, a później domagać się zwrotu kosztów od inwestora. Część radnych nie chce jednak sięgać do kieszeni podatników. Oliwy do ognia dolał sam właściciel domków. Przyszedł na spotkanie i zarzucał zebranym... brak solidarności.
Pięć domków, nazywanych przez inwestora „poidełkami dla koni”, powstało na chronionym terenie Parku Kulturowego Kotliny Zakopiańskiej. Obowiązuje tam całkowity zakaz takiej zabudowy. Sąd Rejonowy w Zakopanem wymierzył Józefowi G.-M. 5 tys. zł grzywny i nakazał przywrócenie terenu do poprzedniego stanu, czyli usunięcie budynków i utwardzonej drogi dojazdowej. Wyrok utrzymał w mocy Sąd Okręgowy w Nowym Sączu. Domki jednak nadal stoją.
„Górale pójdą za góralami”. Inwestor broni swoich racji
Józef G.-M. przekonywał radnych, że nie może swobodnie korzystać ze swojej ziemi. Mówił o przyszłości swoich dzieci i apelował o solidarność między góralami, której - jak podkreślał - brakuje. Nie zapowiedział jednak rozebrania domków.
Tutaj w tym Zakopanem te rzeczy się dzieją i będą się działy. Dopóki czegoś z tym nie zrobicie, będzie to nagminnie powstawać. Górale pójdą za góralami - mówił.
Zarzucał też zebranym: „Wy przychodzicie na Bachledzki jak na swoje. Z psami, ze wszystkim, z czym się da. Jak gnoju nawiozłem na swoją ziemię, to wam gnój przeszkadzał”. Z dziennikarzami jednak nie chciał rozmawiać. Pytany o komentarz, razem z prawnikiem odmówili wypowiedzi.
Rozbiórka za 1,7 mln zł. Kto za nią zapłaci?
Burzliwa dyskusja przyćmiła jednak to, czego dotyczy sedno sprawy. Spór dotyczy teraz tego, jak doprowadzić do wykonania prawomocnego wyroku rozbiórki. Rozważane jest zlecenie rozbiórki przez miasto. Zakopane musiałoby znaleźć pieniądze w budżecie, opłacić wykonawcę, a następnie dochodzić zwrotu kosztów od inwestora. Według publikowanych szacunków usunięcie domków i drogi mogłoby kosztować około 1,7 mln zł.
Przewodniczący rady Grzegorz Jóźkiewicz chce, żeby radni poparli te działania. Przygotowana rezolucja ma być sygnałem dla burmistrza, że rada oczekuje wykonania wyroku. W swoim uzasadnieniu wskazuje, że miasto może dochodzić wykonania orzeczonego obowiązku na drodze egzekucji sądowej. Jego zdaniem pozostawienie domków byłoby sygnałem dla kolejnych inwestorów, że zakazy można ignorować.
Chcemy Zakopane utrzymać w harmonii, gdzie tereny budowlane to budowlane, ale enklawy zielone dla człowieka, dla oddechu, aby pozostały zielone – powiedział dziennikarzowi Radia Kraków przewodniczący.
Radni podzieleni. Dwie rezolucje i spór o pieniądze podatników
Jóźkiewicz nie kryje oburzenia postawą części rady. Zarzuca jej stawanie po stronie osoby łamiącej prawo. Zbigniew Szczerba odpowiada, że również sprzeciwia się samowolom, ale nie zgadza się na wybiórcze zajmowanie się poszczególnymi właścicielami.
Dzisiaj będziemy podejmować rezolucję o jednym inwestorze, za miesiąc o drugim. Tak możemy sobie te rezolucje podejmować co chwilę, nie porządkując całej nielegalnej zabudowy na terenie miasta – mówił Szczerba.
Wraz z grupą radnych zaproponował drugi projekt rezolucji. Chce spisu samowoli, sprawdzenia możliwości uporządkowania ich stanu prawnego i utworzenia funduszu na rozbiórki. Ma też zastrzeżenia do sięgania po pieniądze podatników.
Czy mieszkańcy Zakopanego życzą sobie, aby ich podatki, które płacą do miasta, szły zamiast na szkołę, chodnik, przedszkole, to na rozbiórki budynków? – pytał.
Nie każdą samowolę trzeba rozebrać. Tych domków nie można zalegalizować
Cezary Michno, miejski konserwator zabytków, podkreśla w rozmowie z Radiem Kraków, że trzeba rozróżnić dwie sytuacje. Zwraca uwagę, że pod wspólnym hasłem „samowola” kryją się różne kwestie. Nie każdy budynek postawiony bez dokumentów musi zostać rozebrany. Niektóre można zalegalizować, jeśli spełniają wymagania przepisów i planu zagospodarowania.
Na terenie miasta istnieją budynki, które powstały samowolnie. W wielu przypadkach toczy się procedura legalizacji tych budynków, jeżeli plan dopuszcza taką możliwość – wyjaśnia.
Domki na Bachledzkim Wierchu powstały natomiast tam, gdzie zabudowa jest zakazana. Według Michny nie ma możliwości ich zalegalizowania. Konserwator zapewnia też, że urząd nie zajmuje się wyłącznie Józefem G.-M. W tym roku do jego biura wpłynęło pięć zgłoszeń nielegalnych realizacji w parku kulturowym. Są już trzy prawomocne wyroki dotyczące Bachledzkiego Wierchu, Wyskówek i wiaty przy ulicy Piłsudskiego.
Różnica tkwi w skali. Pozostałe wskazane przez Michnę obiekty to niewielkie wiaty bez fundamentów, znacznie prostsze do usunięcia niż pięć domów. Dlatego nie podziela obaw, że miasto czeka seria równie kosztownych rozbiórek.
Zgłoszona samowola na tak wielką skalę, jak ta na Bachledzkim Wierchu, jest ewenementem od czasu przyjęcia uchwały o Parku Kulturowym Kotliny Zakopiańskiej – podkreśla.
Pensjonat z nakazem rozbiórki od 2005 roku. Historia tego samego inwestora
Obecna sprawa ma też dłuższą historię. Ten sam inwestor wcześniej postawił bez pozwolenia sześciopiętrowy pensjonat. Nakaz jego rozbiórki wydano już w styczniu 2005 roku. Nieskuteczne egzekwowanie tej decyzji opisywała Najwyższa Izba Kontroli. W 2019 roku wskazywała, że budynek nadal przyjmował gości, choć nie miał również pozwolenia na użytkowanie.
Budową pięciu domków zajęła się natomiast prokuratura. W marcu 2026 roku skierowała przeciwko Józefowi G.-M. akt oskarżenia dotyczący naruszenia przepisów o ochronie przyrody lub terenów chronionych. To osobne postępowanie od sprawy zakończonej prawomocnym wyrokiem nakazującym przywrócenie terenu do poprzedniego stanu.
„Można łamać prawo w Zakopanem”. Społecznicy ostrzegają przed precedensem
Przedstawiciele Towarzystwa Opieki nad Zabytkami obawiają się powtórzenia historii pensjonatu. Prawnik Mikołaj Baczyński liczy, że tym razem wyrok zostanie wykonany. Agata Nowakowska-Wolak przestrzega, że dalsze tolerowanie domków zachęci innych do budowania mimo zakazów.
Sygnał pójdzie taki, że w takim razie można łamać prawo w Zakopanem i inni mogą iść w ślady tego inwestora. […] Wszyscy, którzy żyjemy zgodnie z prawem i nie budujemy tam, gdzie nie wolno, dostaliśmy policzek i właściwie sygnał, że można, bo wszystkich trzeba traktować jednakowo i sprawiedliwie – mówi.
Do sprawy radni wrócą na czwartkowej sesji, 29 października. Zdecydują, czy poprzeć działania burmistrza prowadzące do wykonania wyroku.