Dwa konie odłączyły się od fasiągu na drodze do Morskiego Oka i ruszyły w górę trasy. Jak relacjonują fiakrzy, zwierzęta miały spłoszyć się po trzasku drzwi od toalety przy postoju na Wodogrzmotach Mickiewicza.
Riko i Rubin, bo tak nazywają się konie, pobiegły w stronę Włosienicy. Wybrały dobrze znaną sobie drogę, którą przez lata woziły turystów.
Ich samodzielna wycieczka nie trwała jednak długo. Według fiakrów po około 150 metrach zwierzęta uspokoiły się i zatrzymały. W sprowadzeniu ich z powrotem pomógł jeden z turystów. Jak przekazano w komunikacie, nikomu nic się nie stało – ani ludziom, ani zwierzętom.
Miesiąc po skróceniu trasy bez rozstrzygnięcia
Od wprowadzenia zmian na drodze do Morskiego Oka minął już miesiąc. Tyle, według starosty tatrzańskiego, miał potrwać pilotaż nowej organizacji transportu. W tym tygodniu przedstawiciele Tatrzańskiego Parku Narodowego, starostwa, przewoźników i gminy Bukowina Tatrzańska mają się spotkać i zdecydować, co dalej.
Starosta tatrzański Andrzej Skupień zapowiada, że będzie zabiegał o powrót do wcześniejszej, dłuższej trasy.
– Moje zdanie jest takie, że będziemy chcieli przekonać drugą stronę, żeby wrócić na pełną trasę, ale nie jest to ustalone. Na dziś informacja jest taka, że umawiamy się na spotkanie i jeżeli będą jakieś zmiany, niedługo państwo się o nich dowiedzą – mówi Radiu Kraków Andrzej Skupień.
Fiakrzy od początku pilotażu zwracają uwagę, że na krótszej trasie przewożą mniej pasażerów, choć jednym z założeń zmian było utrzymanie ich zarobków. Wskazują też na niewielki postój przy Wodogrzmotach Mickiewicza i chcą, by ostatnie zdarzenie zostało wzięte pod uwagę przy dalszej organizacji transportu.
Przypomnijmy, że fasiągi dojeżdżają tylko do Wodogrzmotów Mickiewicza, zamiast – jak wcześniej – do Włosienicy. Trasa została skrócona niemal o połowę: z prawie 7 do niespełna 3 kilometrów.
Tatrzański Park Narodowy zapowiada, że decyzje w sprawie dalszego funkcjonowania transportu konnego mają zapaść w tym tygodniu.