Jak twierdzą tarnowscy urzędnicy, z analizy naukowców z Uniwersytetu Ekonomicznego wynika, że nie ma uzasadnienia i zapotrzebowania dla budowy lotniska w Tarnowie. Analiza kosztowała prawie 18 tysięcy złotych. Inwestycja jest w strategii miasta do 2020 roku, ale została do niej wpisana 5 lat temu. Wtedy nie było chociażby autostrady do Krakowa i Rzeszowa, która skróciła czas dojazdu do tamtejszych lotnisk. Były pilot, Włodzimierz Wojdyński przekonuje jednak, że nie chodzi o powstanie portu, a jedynie małego lotniska biznesowo-szkoleniowego.
Dyrektor wydziału rozwoju miasta, Rafał Koścień wyjaśnia w rozmowie z Radiem Kraków, że podczas przygotowania analizy zapytano o zdanie przedsiębiorców z Tarnowa i okolic. Wprawdzie niewielka część z nich wypełniła ankietę, ale wyłania się z niej dosyć jednoznaczne stanowisko.
- Uzyskano wyniki świadczące raczej o niewielkim zainteresowaniu tego typu obiektem z racji, że obecna oferta lotów w południowej Polsce, czyli w Krakowie i Rzeszowie, w pełni zaspokaja potrzeby tych przedsiębiorstw, które powinny być zainteresowane bądź najbardziej wykorzystujące tego typu transport - mówi Koścień. Jak dodaje, przedsiębiorcy podkreślają, że dojazd na lotniska w Krakowie i Rzeszowie jest szybki i łatwy.
Jak jednak zaznacza jeden z inicjatorów powstania lotniska w Tarnowie Włodzimierz Wojdyński, miastu nie jest potrzebny port lotniczy, ale pas z prawdziwego zdarzenia np. o długości 1350 metrów i szerokości 30 metrów. "Dla biznesu, turystów, dla szkolenia, drobnego Cargo, czy też nawet w sytuacji nadzwyczajnej dla wojska. Chodzi o to, żeby jakiś biznesmen przyleciał, załatwił interes i odleciał" - mówi. Zdaniem Wojdyńskiego budowa takiego pasa mogłaby kosztować 25-30 milionów złotych. Do tego trzeba by jednak dodać, obsługę i infrastrukturę.