Gdyby w Polsce zrównano wskaźniki zanieczyszczenia powietrza z tymi obowiązującymi w innych krajach Europy, w niektórych miastach alarm smogowy obowiązywałby nawet przez 2 miesiące. Tak wynika z ostatnich analiz przeprowadzonych przez Polski Alarm Smogowy. Tymczasem przy obecnych wskaźnikach w ubiegłym roku w żadnym mieście wojewódzkim alarmu nie ogłoszono ani razu. Antysmogowi działacze domagają się zrównania wskaźników z europejskimi normami oraz rzetelnych informacji o zanieczyszczeniu powietrza.
W swoich wyliczeniach Polski Alarm Smogowy posługuje się przykładem Francji. Tam o zagrożeniu zanieczyszczeniem powietrza informuje się przy 50 mikrogramach na metr szcześcienny pyłu zawieszonego. Alarm smogowy ogłasza się po przekroczeniu 80 mikrogramów. Przy takich wskaźnikach, w ubiegłym roku alarm smogowy obowiązywałby w Krakowie przez 34 dni.
Z wniosków wysuniętych przez antysmogowych działaczy wynika też, że sytuacja wygląda jeszcze gorzej w małych miejscowościach, gdzie zagęszczenie pieców na węgiel i drewno jest znacznie większe. W ubiegłym roku w Nowym Targu "francuski" alarm obowiązywałby aż przez 60 dni.
Polski Alarm Smogowy podkreśla, że od lat domaga się aby rząd obniżył progi alarmowania o zagrożeniu powierza i rzetelnie informował o zagrożeniach wynikających z oddychania zanieczyszczonym powietrzem. Na razie bez efektu.
(Joanna Orszulak/ko)