Właściciel działki domaga się zaporowej ceny za teren, na którym ma stanąć nowy stadion Sandecji. Zdaniem urzędników działka jest warta niespełna 200 tysięcy złotych, ale właściciel pięcioarowej działki, która może ułatwić budowę stadionu Sandecji, domaga się sześciokrotnie wyższej kwoty.
Sytuacja jest dość trudna, ale nie patowa. Właściciel działki, która sąsiaduje ze stadionem, początkowo zgodził się na jej sprzedaż po rynkowej cenie. Później jednak zmienił zdanie i teraz domaga się za pięcioarowy skrawek ziemi ponad miliona dwustu tysięcy złotych.
Urzędnicy nie chcą komentować sprawy. Jak tłumaczą, prowadzą negocjacje z właścicielem działki. Sprawa nie wstrzymała też prac związanych z opracowaniem projektu funkcjonalnego obiektu. Dokument powinien być gotowy w sierpniu. To on da odpowiedź, jak duży będzie to obiekt i czy znajdzie się tam hotel, restauracja, a także siłownie.
Następnie zostanie ogłoszony przetarg w systemie zaprojektuj i wybuduj. Nikłe są jednak szanse, aby Sandecja już na własnym stadionie rozgrywała mecze w czasie rundy wiosennej, jak to wcześniej zapowiadano.
Teraz Sandecja Nowy Sącz rozgrywa domowe mecze na wynajmowanym stadionie w Niecieczy. Szacunkowy koszt budowy stadionu, który będzie spełniał wymogi PZPN to 50 milionów złotych. Część pieniędzy miasto chce pozyskać z Ministerstwa Sporu i Turystyki.
(Bartosz Niemiec/ko)