Kwietniowe przymrozki mogą wyraźnie ograniczyć tegoroczne zbiory owoców. Sadownicy z Łącka szacują, że po nocy z soboty na niedzielę, w niektórych sadach spadło nawet 70% pierwszych kwiatów. Nie oznacza to jeszcze, że plony będą o tyle mniejsze. Dobra pogoda w kolejnych dniach to szansa, że natura poradzi sobie z ubytkami.
Ciepłe dni w okolicach świąt obudziły drzewa, na których pojawiły się pierwsze pąki i kwiaty nazywane "królewskimi". Właśnie one padły ofiarą przymrozków. Jest jednak dopiero początek kwitnienia, a drzewa potrafią uzupełnić straty.
- Na każdej zawiązce nie jest tylko jeden kwiat królewski, bo są trzy, cztery, nawet i pięć. Także tragedii dzisiaj nie ma. Zależy, jaka będzie pogoda, bo to nie wiadomo czy to ostatni przymrozek, czy nie. Mamy nadzieję, że ostatni - mówi Krzysztof Kurzeja, sadownik z Łącka, przewodniczący Małopolskiej Izby Rolniczej w Nowym Sączu.
Sadownicy pamiętają, że w naturalnym wiosennym rytmie przyrody czai się kolejne zagrożenie. Jest nim powracające regularne ochłodzenie w połowie maja, nazywane „zimną Zośką”. Dopiero po nim będzie można wiarygodnie szacować tegoroczne plony w sadach.