W Republice Środkowoafrykańskiej pracują nie tylko polscy misjonarze. Do Krakowa wrócił dowódca drugiej zmiany polskiego kontyngentu wojskowego w tym kraju. Płk Leon Stanoch dowodził 50 żandarmami, którzy mieli być ostoją bezpieczeństwa w afrykańskim chaosie.
Posłuchaj rozmowy Ewy Szkurłat z płk. Leonem Stanochem
Republika Środkowoafrykańska uchodzi za jedno z najuboższych państw świata. Mieszka w niej pięć milionów obywateli, jej powierzchnia zaś jest zbliżona do obszaru Polski. W marcu 2013 roku w tym afrykańskim państwie wybuchły walki pomiędzy zwolennikami dwóch sił politycznych. W kraju zapanowała anarchia. Zdominowane przez muzułmanów oddziały rebelianckie toczyły regularne walki z grupami chrześcijan. Dlatego też Unia Europejska zdecydowała, aby wysłać do Republiki Środkowoafrykańskiej oddziały wojska.
- Staraliśmy się stworzyć warunki bezpieczeństwa dla ludzi, którzy żyli w dwóch dzielnicach stolicy republiki. Aby pomóc humanitarna trafiała we właściwe ręce - mówił w rozmowie z Radiem Kraków płk Leon Stanoch. - Warunki klimatyczne też nie były najłatwiejsze. Trzeba było radzić sobie z upałem, odpowiednio się nawadniać.
Była to kolejna misja polskich żołnierzy w Afryce. Poprzednio Polacy - w tym także żandarmi, pełnili misję w Demokratycznej Republice Konga i Republice Czadu, Republice Środkowoafrykańskiej i Mali.
Polska wysłała do Afryki dwie zmiany. Każdą z nich dowodzili Małopolanie związani z 6. Brygadą Powietrznodesantową. Zgodnie z decyzją unijnych władz misja, której trzon stanowią międzynarodowe siły żandarmerii, zakończy się w marcu. Oznacza to, że Polacy nie wystawią już kolejnego kontyngentu.
(Ewa Szkurłat/ew)