Nikomu nie przeszkadzają i... chcą mieć święty spokój. Grupa bezdomnych, która nocuje wewnątrz gigantycznej reklamy przy ulicy Konopnickiej w Krakowie wprawiła w zdumienie i strażników miejskich i urzędników. Ani jedni, ani drudzy nie mogą jednak zbyt wiele zrobić, bo bezdomni nie popełniają żadnego wykroczenia i nie zakłócają porządku. Sprawa jest tym bardziej kuriozalna, że kilkudziesięciometrowa konstrukcja stoi w tym miejscu... nielegalnie. Urzędnicy bezskutecznie walczą o jej usunięcie.
Posłuchaj materiału Maćka Skowronka
Wewnątrz gigantycznej konstrukcji pod plandeką jest co najmniej kilkadziesiąt metrów kwadratowych powierzchni. Na ziemi leżą dywany a na kilkunastu betonowych blokach koce, kołdry, poduszki i naczynia. Jest też kolekcja... szalików klubowych. To wszystko jednoznacznie wskazuje, że grupa osób mieszka tam na stałe.
Straż miejska kilkukrotnie odwiedzała mieszkających wewnątrz billboardu lokatorów i próbowała nakłonić ich do wyprowadzki i skorzystania z miejskich noclegowni. Bezskutecznie.
"Jesteśmy dość mocno zaskoczeni. Po raz pierwszy spotkaliśmy się, by bezdomni zamieszkali w takim właśnie miejscu. Ci ludzie mówili, że jest im tam bardzo dobrze, że pilnują porządku w tym miejscu. Proszą, by im nie przeszkadzać. Strażnicy mogą ich jedynie nakłaniać do opuszczenia miejsca" - tłumaczy w rozmowie z Radiem Kraków Marek Anioł z krakowskiej straży miejskiej.
Sama reklama stoi nielegalnie. Krakowscy urzędnicy z kolei od wielu miesięcy starają się zmusić właściciela terenu do jej usunięcia. Nakazali rozbiórkę, ale właściciel cały czas odwołuje się od decyzji. "W tej sytuacji nie możemy usunąć tej konstrukcji siłą, bo stoi na prywatnej działce. W świetle przepisów możemy to zrobić dopiero wtedy, kiedy właściciel wyczerpie wszystkie możliwości odwoławcze" - przekonuje Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego.
Konstrukcja stoi więc w najlepsze, a właściciel zarabia na reklamach. Wydawało się zatem, że w tej sytuacji granica absurdu została osiągnięta. Okazuje się jednak, że nie.
(Maciej Skowronek/ko)
Obserwuj autora na Twitterze: