To nie budowa, a zaplanowane prace ochronne – tak obecność na krakowskich łąkach Nowohuckich ciężkiego sprzętu tłumaczy Piotr Kempf – dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej. Jak mówił Radiu Kraków, konieczne było odwodnienie łąk i usunięcie z tego chronionego obszaru obcych gatunków roślin. Inaczej utraciłby on cenne dla Krakowa walory przyrodnicze.
"Usuwaliśmy inwazyjne gatunki roślin, a przy okazji czyściliśmy rowy melioracyjne. Spowoduje to obniżenie poziomu wód gruntowych i wyrównanie się przyrodniczo, tego, co tam jest. Obiektem ochrony są łąki, a nie tereny bagienne. Nieprowadzenie prac spowodowałoby, że łąki nowohuckie zmieniłyby się w bagno. A żyjące tam mrówki i modraszki nie byłyby w stanie funkcjonować ze względu na podmokłość terenu" - tłumaczy w rozmowie z Radiem Kraków Piotr Kempf.
Jak dodaje, użycie ciężkich maszyn było konieczne ze względu na niespotykany dotąd poziom wód gruntowych, wynikający z zaniechania wcześniejszych prac, pod naciskiem stowarzyszenia Łąki Nowohuckie.
Fot. Jakub Kusy
Piotr Kempf zapewnił, że powstałe koleiny zostaną wyrównane przez wykonawcę po zakończeniu prac, które przewidują dodatkowe nasadzenia roślin niezbędnych do funkcjonowania łąk.
(Jakub Kusy/ew)