Mowa o biurowcu, który powstał tuż przy południowym wlocie do Krakowa. Jego budowa została przerwana, ponieważ doprowadziła do osunięcia się ziemi i przewrócenia latarni ulicznych. Mimo tego, że urzędnicy nakazali właścicielowi rozbiórkę do pierwszej kondygnacji, ten nie zastosował się do zalecenia i od lat odwołuje się od decyzji. Co więcej, inwestor prawdopodobnie planuje dokończyć inwestycję.
Posłuchaj co mówi Edyta Budzyń
Edyta Budzyń mieszka w domu jednorodzinnym tuż przy niedokończonym budynku. Jak podkreśla, w tej całej sprawie najbardziej poszkodowani są okoliczni mieszkańcy. "Dla nas to jest dramat. Ten budynek jest bardzo wysoki. Wszystkie okna mamy na ten budynek. Dla nas to była porażka. Nie ma mowy o zobaczeniu zachodu słońca. To już zresztą nawet przeboleliśmy. Obawiamy się bardziej o to co nas czeka w przyszłości jak uruchomią ten budynek" - mówi.
Budzyń obawia się, że wąska, nieutwardzona ulica Białostocka, przy której znajduje się się niedokończony budynek, nie jest przygotowana na dużą liczbę samochodów, którą ta inwestycja może przyciągnąć. Problemem są też względy estetyczne. Betonowy szkielet jest obwieszony banerami reklamującymi inne inwestycje właściciela. "To nie jest najlepsza wizytówka miasta" - podkreślają mieszkańcy.
Urzędnicy tymczasem mają związane ręce. Właściciel miał wstrzymać inwestycję, ale nie przerwał swoich prac. To z kolei doprowadziło do kolejnego nakazu - rozbiórki do pierwszej kondygnacji. Do tego zalecenia właściciel także się nie zastosował. Dlaczego budynek nadal straszy mimo nakazu rozbiórki? "Inwestor nie godzi się z taką decyzją. W związku z tym, mimo że decyzja jest ostateczna to jednak znosi różnego rodzaju postępowania nadzwyczajne. Aktualnie sprawa toczy się w sądzie. Sąd jeszcze się nie wypowiedział a dla nas jest to kluczowa kwestia" - tłumaczy Małgorzata Boryczko, dyrektor Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Krakowie.
(Grzegorz Krzywak/ko)