Prokuratura nie wznowi śledztwa w sprawie zaginięcia mieszkańca Krakowa Roberta Wójtowicza - dowiedziało się Radio Kraków. Sprawa pozostaje niewyjaśniona od 31 lat. Według prokuratury nie ma nowych okoliczności, które uzasadniałyby wznowienie postępowania.
Nie pojawiły się nowe okoliczności, które uzasadniałyby wznowienie postępowania
23-letni Robert Wójtowicz wyszedł z domu rodzinnego w krakowskiej Nowej Hucie 20 stycznia 1995 roku około godziny 13. Wtedy był widziany po raz ostatni. Przez lata śledczy zebrali i przeanalizowali ogromną liczbę zeznań, opinii i ekspertyz. Akta sprawy w Prokuraturze Okręgowej w Krakowie liczą 16 tomów, przesłuchano kilkaset osób. Do tej pory nie ustalono, czy mężczyzna żyje. Śledczy umorzyli dochodzenie w 2022 roku.
Jak informował Radio Kraków ojciec zaginionego - Lech Wójtowicz - w 2025 roku skierował pismo do Prokuratora Generalnego pismo z prośbą o wznowienie postępowania w sprawie zaginięcia syna. Jak czytamy w mailu wysłanym do naszej redakcji, Prokuratura Okręgowa w Krakowie zdecydowała, że śledztwo nie zostanie wznowione. Prokurator uznał, że pisma Lecha Wójtowicza nie zawierały nowych okoliczności mających wpływ na ustalenia postępowania.
"Zamknęli mi usta". 30 lat od zaginięcia Roberta Wójtowicza. Ojciec apeluje do prokuratora generalnego o wznowienie śledztwa
Cztery scenariusze, żadnego nie da się potwierdzić ani wykluczyć
Wersje wydarzeń według śledczych były cztery. Na początku prokuratura badała, czy Wójtowicz dołączył do tzw. sekty Moona (Ruchu pod Wezwaniem Ducha Świętego dla Zjednoczenia Chrześcijaństwa Światowego). Kolejny scenariusz zakładał ucieczkę 23-latka. Nigdzie nie odnaleziono jego paszportu. Ojciec Roberta twierdzi jednak, że syn zawsze miał paszport przy sobie, bo wykorzystywał go podczas wypożyczania książek w bibliotekach. Najtragiczniejsze i ostatnie dwie wersje wydarzeń to zabójstwo oraz samobójstwo.
Wyjątkowo wiele uwagi prokuratura w uzasadnieniu umorzenia śledztwa poświęca ostatniej wersji wydarzeń - samobójstwu. Z zeznań świadków i opinii biegłych, które przytaczane są w dokumencie, wynika, że Robert miał być osobą skrytą, wiele czasu poświęcającą na "życie duchowe", o "powierzchownych" relacjach z bliskimi. 23-latek miał też chodzić do psychologa, a niektórzy znajomi oraz ksiądz z duszpasterstwa, którego był członkiem, podkreślali, że w ciągu kilku tygodni przed zaginięciem miał izolować się od innych i mówić o problemach egzystencjalnych.
Każdy człowiek ma jakieś sfery życia, z których się nie zwierza bliskim osobom, bo i po co? Czasem swoimi własnymi sekretami nie dzielę się ze swoimi najbliższymi. Bo są moje i nikomu innemu nie są do niczego potrzebne
- odpowiadał na takie podejrzenia prokuratury ojciec zaginionego.
Wątek zabójstwa badany był w powiązaniu z duszpasterstwem w Mistrzejowicach, którego członkiem był Robert Wójtowicz. Według tej hipotezy w zaginięcie i w konsekwencji potencjalne pozbawienie życia studenta mieli być zamieszani trzej księża, z których jeden miał sugerować śledczym samobójstwo chłopaka.
Ta wersja nie została potwierdzona, żeby te osoby miały jakikolwiek związek ze sprawą
- mówiła Oliwia Bożek Michalec, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
Księża byli badani wariografem na potrzeby śledztwa. W opinii biegłych ich zeznania wskazują, że mogą nie być szczerzy, gdy opowiadają o sprawie Roberta Wójtowicza.
Bożek-Michalec dodaje, że mimo wielu lat oraz zaangażowania śledczych żadnego z czterech scenariuszy nie udało się potwierdzić ani wykluczyć.