Przyczyną nocnego pożaru w szpitalu Rydygiera w Krakowie mogło być zwarcie instalacji elektrycznej. Takiego scenariusza nie wykluczają śledczy, którzy ustalają, dlaczego w środku nocy ogień pojawił się na jednym z oddziałów na 10 piętrze budynku szpitala. Oględziny przeprowadzają technicy policyjni, biegli z zakresu pożarnictwa i prokurator.
Posłuchaj co mówi rzecznik małopolskich strażaków Hubert Ciepły
Pożar wybuchł przed 1:00 w nocy w izolatce, w której znajdował się pacjent chory na covid. W sali znajdowało się wiele urządzeń wykorzystujących tlen do terapii. W momencie wybuchu pożaru na oddziale przebywało 38 pacjentów. Dyżurne pielęgniarki rozpoczęły ich ewakuację jeszcze przed przybyciem służb. Dziesięć osób, zarówno pacjentów, jak i członków personelu, trafiło na szpitalny oddział ratunkowy z powodu podtrucia gazami pożarowymi.
- W tym czasie na oddziale znajdowało się 38 pacjentów. Pierwsze działania podjęły pielęgniarki, które w warunkach silnego zadymienia, rozpoczęły ewakuację pacjentów. Około 10 łóżek zostało przez nie wywiezionych na korytarz. Pozostałe osoby ewakuowali strażacy. 10 osób zostało poszkodowanych i trafiło na SOR z objawami podtrucia tlenkiem węgla i gazami pożarowymi - mówi rzecznik małopolskich strażaków Hubert Ciepły.
Dwie pielęgniarki wciąż przebywają na SOR. Jak poinformowała rzecznik Szpitala Rydygiera Edyta Przybylska, wszyscy pacjenci zostali przebadani pod kątem zatrucia dymem. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
W gaszeniu pożaru brało udział czternaście zastępów straży pożarnej. Akcja zakończyła się przed 1:30 w nocy, ale strażacy byli na miejscu jeszcze do 4:00 nad ranem, zabezpieczając miejsce i nadzorując przewietrzanie pomieszczeń.
Nie było zagrożenia dla pozostałych oddziałów szpitala. Szpital Rydygiera pracuje normalnie - z wyłączeniem dziesiątego piętra. Oddział wewnętrzny nie nadaje się do użytku
Straty trudno jest ocenić. W tej chwili jedno pomieszczenie jest doszczętnie spalone. Cały oddział był zadymiony, w związku z tym jest pokryty smołą. No nie nadaje się do użytku - mówi Artur Asztabski, prezes zarządu szpitala Rydygiera. Pacjentów ulokowano na innych oddziałach, natomiast nowi pacjenci internistyczni są przekazywani do innych placówek.
Policja z pomocą biegłych bada przyczyny pożaru.
W zdarzeniu ucierpiały dwie pielęgniarki, które z dolegliwościami oddechowymi trafiły na obserwację.