Wtorek, 27 paź 0 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Myślicie, że to film o Vivaldim? „Vivaldi i ja” opowiada zupełnie inną historię

„Vivaldi i ja” wbrew tytułowi nie jest filmem o słynnym kompozytorze, lecz opowieścią o młodej skrzypaczce, która próbuje wyrwać się z ram narzuconych jej przez XVIII-wieczny świat. O wolności, kobiecej emancypacji, muzyce i cenie niezależności.

Myślicie, że to film o Vivaldim? „Vivaldi i ja” opowiada zupełnie inną historię
Plakat z filmu „Vivaldi i ja”

W polskich kinach właśnie można oglądać film „Vivaldi i ja”, którego reżyserem jest Damiano Michieletto, włoski reżyser znany przede wszystkim z inscenizacji operowych. Jeżeli myślicie Państwo, że jest to film o Vivaldim, to bardzo się mylicie. Oczywiście pojawia się Vivaldi, pojawia się jego muzyka, pojawia się także Wenecja i sierociniec, w którym pracował. Ale nie o Vivaldiego w tej opowieści chodzi. Film ten porusza zupełnie inny, dość uniwersalny problem: to historia o dziewczynie, której inni wyznaczają miejsce w życiu, bo sama nie ma prawa zdecydować, kim chce zostać. A Vivaldi? Jest tylko tłem.

„Vivaldi i ja” – wbrew sugestii wynikającej z tytułu – nie jest zatem filmem o Antonie Vivaldim. A tym bardziej nie jest biografią znanego kompozytora. Akcja rozgrywa się w Wenecji na początku XVIII wieku. Bohaterką jest Cecylia, utalentowana skrzypaczka z Ospedale della Pietà, jednej z instytucji, w których wychowywano i kształcono osierocone i porzucone dziewczęta.

Cecylia żyje w świecie muzyki, ale także w świecie ścisłych reguł epoki. Jej przyszłość – podobnie jak pozostałych dziewcząt z tego sierocińca – jest zaplanowana przez innych. I choć pojawienie się Vivaldiego jako nauczyciela tamtejszej dziewczęcej orkiestry zmienia jej sposób patrzenia na siebie i na własny talent, to czy rzeczywiście ta zmiana pozwoli jej iść własną drogą?

Tytuł tego filmu był dla mnie bardzo mylący. Choć Vivaldi jest ważną postacią tej opowieści, nie jest jednak jej głównym bohaterem. Jest to historia Cecylii, która próbuje zdobyć niezależność. To tak naprawdę rzecz o wolności, kobiecej emancypacji i cenie, jaką płaci człowiek za życie podporządkowane innym. Oryginalny tytuł filmu jest według mnie lepszy, by oddać charakter tej opowieści – „Primavera”, czyli „Wiosna”. Znacznie lepiej oddaje sens tej historii. Bo można go przecież wieloznacznie interpretować, choćby jako przebudzenie lub wręcz początek nowego życia.

Film wykorzystuje prawdziwe tło historyczne. Rzeczywiście Antonio Vivaldi był związany z Ospedale della Pietà. Pracował tam jako nauczyciel i komponował muzykę dla wychowanek tej instytucji, prowadził dziewczęcą orkiestrę. Wychowanki sierocińca rzeczywiście otrzymywały tam bardzo dobre wykształcenie muzyczne. Ale jednak filmowe przedstawienie ich sytuacji łączy fakty z literacką fikcją.

Cecylia – tak na marginesie warto podkreślić, że św. Cecylia jest patronką muzyki, więc imię głównej bohaterki wydaje się nieprzypadkowe – nie jest postacią historyczną, a jej relacja z Vivaldim została wymyślona. Mówił o tym Tiziano Scarpa, autor książki, na podstawie której został nakręcony ten film.

Podstawą filmu jest bowiem powieść Tiziano Scarpy „Stabat Mater”, nagrodzona w 2009 roku Premio Strega. Książka opowiada przede wszystkim o Cecylii, jej samotności i życiu w Ospedale della Pietà. Ma jednak inną formę i głębiej wchodzi w wewnętrzny świat dziewczyny. Cecylia pisze listy do nieznanej matki (co zresztą też pojawia się w filmie), próbując w nich zrozumieć własne pochodzenie, ciało, samotność i miejsce w świecie.

Vivaldi pojawia się tam jako człowiek, który otwiera przed nią nową możliwość. Ale też jako człowiek bezwładny, nijaki, który nie chce pomóc i sprzeciwić się regułom gry w sierocińcu, mimo że koncerty z jego muzyką napełniają kieszenie właścicieli sierocińca.

Warto więc oddzielić w filmie historię od fikcji. Prawdziwe są Vivaldi, Wenecja, Ospedale della Pietà i muzyka. Prawdziwy jest również szerszy kontekst życia dziewcząt w tej instytucji.

Film więc wykorzystuje historyczną postać Vivaldiego, aby opowiedzieć o dziewczynie, która walczy o swój los, a muzyka i talent mają jej w tym pomóc. W zwiastunie tej produkcji padają słowa, że muzyka może wszystko. Czy rzeczywiście może?

Dodam jedynie, że dla Damiano Michieletto ten film jest jego debiutem w pełnometrażowym kinie. Scenariusz według powieści Scarpy napisali Michieletto i Ludovica Rampoldi. W rolę Cecylii wcieliła się Tecla Insolia, a Vivaldiego zagrał Michele Riondino.

Warto się wybrać! Mimo że ten film, wbrew tytułowi, nie jest o Vivaldim. I muzyki Vivaldiego też jest tam zbyt mało. Ale warto!

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"