Strażnicy miejscy w Krakowie zauważyli mężczyznę pchającego wózek, w którym ułożony był... zakaz zatrzymywania się. I to nie tylko sama okrągła część, ale razem ze słupkiem.
Mężczyzna zapytany przez strażników najpierw twierdził, że zabrał znak, bo leżał porzucony na trawniku na jednym z nowohuckich osiedli. Potem przekonywał, że tak naprawdę kazała mu go zabrać dyrektorka pobliskiej szkoły. Gdy strażnicy zaczęli dopytywać której szkoły, mężczyzna zamilkł. Wyjaśnianiem tego, jakim sposobem znak trafił do wózka złomiarza, zajęli się teraz policjanci.