Czy wyświetliła się państwu w mediach społecznościowych wiadomość o tym, że jak tylko zawyją syreny alarmowe, to do szkół podjadą tajemnicze autobusy, które wywiozą dzieci w nieznanym kierunku? W sieci pojawiła się panika, ludzie masowo udostępniali specjalne „oświadczenia”, żeby ratować pociechy przed przymusową ewakuacją. Skąd wziął się ten temat? Czy planowana jest jakaś akcja logistyczna na szeroką skalę, czy ktoś tu po prostu boleśnie odkleił się od rzeczywistości?
Posłuchaj wypowiedzi
Odpowiedź na to pytanie brzmi - odklejenie w internecie sięgnęło najwyższego poziomu, a niektórzy twórcy rolek na Facebooku powinni zamiast smartfona dostać do ręki melisę i solidny podręcznik do logiki.
Zacznijmy od początku, bo ta cała karuzela śmiechu i grozy ruszyła po tym, jak MSWiA wraz z Ministerstwem Edukacji Narodowej zaktualizowały wytyczne bezpieczeństwa dla szkół. Po co? Chociażby po to, żeby placówki wiedziały, co robić, gdy w regionie ogłoszony zostanie realny alarm z powietrza. Pojawia się tam zapis - w trakcie alarmu rodzice mają nie przyjeżdżać na złamanie karku pod szkołę.
Tu w głowach internetowych strategów narodził się czysty, filmowy scenariusz rodem z kina klasy Z. Skoro rodzic nie może wjechać na teren szkoły, według teorii spiskowych oznacza to, że szykuje się masowe, potajemne wywożenie dzieci autobusami w nieznane.
Na TikToku i Facebooku zaroiło się od ostrzeżeń, że pod szkoły zjadą autokary, które zgarną uczniów na stadiony, hale czy do obcych miast bez zgody rodziców. Niektórzy zaczęli nawet masowo udostępniać wzory specjalnych oświadczeń, w których uroczyście zabraniają wywożenia swojego Jasia czy Zosi do innego województwa. Pobrano to tysiące razy.
Teraz spójrzmy na fakty, bo resort spraw wewnętrznych musiał aż łapać się za głowę i wydać specjalne komunikaty, żeby uciąć te bzdury. Po pierwsze, w żadnych procedurach nie ma ani jednego słowa o podstawieniu autobusów, wywożeniu dzieci czy oddawaniu ich komukolwiek innemu niż rodzice.
Po drugie, dlaczego rodzic ma nie jechać pod szkołę w trakcie alarmu? Bo alarm dotyczy całego regionu, a nie tylko budynku placówki. Jeśli wsiądziesz w samochód i pędzisz przez miasto, kiedy w powietrzu jest zagrożenie, stajesz się ruchomym celem na otwartej przestrzeni. Do tego blokujesz drogi dojazdowe dla straży pożarnej czy pogotowia.
Podsumowując, żadnych tajemniczych autokarów nie będzie, żadne oświadczenia nie są potrzebne, a jedyne, co faktycznie wywożą te internetowe bzdury, to spokój ducha zmęczonych rodziców. Zachowajmy chłodną głowę, bo w kryzysie najbardziej przeraża nie dźwięk syren, tylko ogłuszający hałas internetowych bzdur.