Mężczyzna, u którego portrety zamawiali znani aktorzy i muzycy, spacerując w okolicach Rynku Głównego zauważył, że na jednym ze stoisk sprzedawane są... jego obrazy. Szybko poszedł do swojej pracowni i zobaczył, że doszło do włamania. Postanowił wrócić do sprzedawcy i zapytać go, skąd ma obrazy. Okazało się, że kupił je za kilkanaście złotych od nieznanego mężczyzny.
Sprawa została zgłoszona policji. Sprawca został zatrzymany po kilku dniach. Zgubiło go to, że... wrócił na miejsce zbrodni. "Na miejscu policjanci prowadzili szczegółowe oględziny i robili zdjęcia. Podczas czynności zauważyli gapia, młodego chłopaka, który przyglądał się czynnościom. Potem policjant analizował protokoły przesłuchania i zauważył, iż świadkowie zeznawali, że widzieli młodego mężczyznę. Jego opis odpowiadał temu chłopakowi widzianemu na miejscu zdarzenia. Mieszkaniec sąsiedniej kamienicy został zatrzymany" - mówi Mariusz Ciarka z małopolskiej policji.
Włamywaczowi grozi do 12 lat więzienia. W jego mieszkaniu znaleziono jeszcze 9 skradzionych obrazów, które już zostały zwrócone autorowi.
(Karol Surówka/ko)