Historia kota Janusza opisana przedwczoraj przez reporter Radia Kraków robi prawdziwą furorę. Chodzi o kota, który przejechał 40 kilometrów w komorze silnika na trasie Miechów - Kraków. Kierowca zgłosił się do mechanika, twierdząc, że "coś mu piszczy w silniku". Po otwarciu maski kot Janusz wyskoczył i schował się w magazynach warsztatu.
Posłuchaj jednego z mechaników samochodowycyh, u których mieszka kot Janusz
Pracownicy zakładu podjęli decyzję, by Janusz zamieszkał u nich na stałe i stał się "kotem warsztatowym". Jak przyznają, praca przez to jest mocno zdezorganizowana.
- Rytm warsztatu uzależniony jest od pojawienia się Janusza. Najpierw sobie zje, potem śpi dwie godziny. A jak się pojawia, to domaga się, żeby z nim się pobawić. Zawsze się znajdzie jakiś ochotnik. - mówi w rozmowie z Radiem Kraków właściciel warsztatu, Norbert Kwestarz.
Historia kota Janusza bardzo zainteresowała słuchaczy Radia Kraków. Zgłosiły się też osoby, które mają własną historię "kotów warsztatowych". - Mieliśmy kota na warsztacie o imieniu Filip. Bardzo lubił pić... olej samochodowy. Ale tylko ten przepracowany - opowiada pan Marcin Polak, pracownik krakowskiego warsztatu dla motocykli.
(Karol Surówka/ew)