Maks i Maciek - tak się wabią dwa dostojne koty do adopcji. Znalazł je pan Jerzy - pracownik Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Razem z żoną Krystyną niezwłocznie rozpoczęli poszukiwania domu dla kotów.
Posłuchaj materiału Weroniki Sragi
"O tym, że porzucono jakiegoś kotka dowiedzieliśmy się w okolicznym sklepie na wsi. Trzeba było go ściągnąć z drzewa, na którym chował się przed psem sąsiadów. Kotek u nas został, nadaliśmy mu imię Maks. My już mamy jednego kota. Któregoś razu Tina wybrała się na spacer po wsi i wróciła... z kolejnym kotkiem. Wygłodzonym maluchem. To Maciek. Oba kociaki w końcu zabraliśmy do Krakowa, do naszego domu" - mówi Radiu Kraków pan Jerzy, pracownik szpitala. "Maciuś jest szary. Ma cudne białe skarpetki z przodu, a z tyłu - podkolanówki" - śmieje się pani Krystyna. "Panuje niestety powszechna znieczulica. Ludzie nie dokarmiają kotów. A zbliża się zima. Pokochaliśmy te maluchy, chcemy znaleźć im równie kochający dom" - dodaje małżeństwo.
Wymagania są proste - dużo miłości i adopcja w parze, bo koty nie mogą bez siebie żyć. W poszukiwaniach nowych właścicieli pomógł Szpital, którego rzeczniczka rozwiesiła w placówce ogłoszenia i zdjęcia kotów. "Pracownicy szpitala to wspólnota. Gdy usłyszałam o historii pana Jerzego i o kotach, postanowiłam pomóc. Zresztą sama jestem kociarą" - przyznaje Maria Włodkowska. W popularyzację adopcyjnej akcji zaangażowało się też sporo internautów.
Możesz zapewnić Maćkowi i Maksowi kochający dom? Skontaktuj się z panią Krystyną i panem Jerzym!
(Weronika Sraga/ew)