Krakowianie nie chcą likwidować pieców węglowych. W tym roku - jak do tej pory - złożyli zaledwie 850 wniosków o ich wymianę. To bardzo mała liczba, jeśli zestawimy ją z rokiem poprzednim, kiedy podobnych wniosków złożono niemal 7,5 tysiąca. Szacuje się, że w Krakowie jest jeszcze 16 tysięcy pieców, które powinny zniknąć do 2019 roku, kiedy wejdzie w życie całkowity zakaz palenia węglem.
Czy uda się to zrobić?
Patrząc na liczbę wniosków złożonych w tym roku, można mieć co do tego wątpliwości. Oczywiście do końca roku ta liczba może wzrosnąć, ale trudno oczekiwać, aby powtórzył się dobry wynik z zeszłego roku. W następnych latach - może być jeszcze gorzej, bo o ile w 2016 roku miasto zwracało 100% kosztów wymiany, to w tym już tylko 80, a w przyszłym sezonie dotacja wyniesie zaledwie 60%, a w 2019 - tylko 40.
Krakowscy aktywiści i ekolodzy alarmują, że to niezbyt dynamiczne tempo, nie pozwoli na oczekiwaną likwidacje trujących, węglowych palenisk w mieście. Władze Krakowa zachowują z kolei zimną krew i zakładają, że podobnie jak w roku ubiegłym - liczba zgłoszonych wniosków znacząco wzrośnie w grudniu. Aby zlikwidować wszystkie piece węglowe - co roku powinno wpłynąć ok. 4,5 tysiąca takich wniosków. Wydaje się więc, że ani w tym roku, ani w następnych latach - taka liczba nie zostanie jednak osiągnięta.
A w sieci można już znaleźć pierwsze komentarze radnych miejskich na temat małej liczby złożonych wniosków przez krakowian. Jeden z nich - Łukasz Wantuch - napisał na swoim profilu fejsbukowym wprost: "W ciągu najbliższych 10 lat nie widzę żadnych szans na poprawę jakości powietrza w Krakowie".
Grzegorz Krzywak/bp