"Problem w tym, że nie wiadomo ile zgłoszone projekty będą kosztować" - tak prezydent Krakowa komentował na antenie Radia nikłe zainteresowanie mieszkańców miasta budżetem obywatelskim. Krakowienie zgłosili zaledwie 28 projektów. Dla porównania mieszkańcy Warszawy zgłosili ich dwa tysiące.
"Budżet obywatelski to proces rozłożony przynajmniej na rok, dwa lata" - przekonywał Jacek Majchrowski. Odpierał też zarzuty o niechęci urzędników do budżetu. "Sam przyjmowałem takie wnioski" - mówił Jacek Majchrowski. Jak przypominał, budżet obywatelski w Krakowie na szczeblu dzielnic ruszył w ubiegłym roku. "Wtedy włączyły się tylko cztery dzielnice" - mówił Majchrowski w Radiu Kraków.
Fragment porannej rozmowy w Radiu Kraków. Gościem Jacka Bańki był prezydent Krakowa, Jacek Majchrowski.
Kto oblał egzamin z budżetu obywatelskiego? Mieszkańcy, radni czy pan?
- Dziwie się temu pytaniu. Nikt nie oblał egzaminu, on cały czas trwa. Zapraszam do składania projektów, mamy 5 dni. Zostało złożonych 28 projektów, 10 miejskich i 18 dzielnicowych. Kolejne są w przygotowaniu. Od początku było mówione, że to musi być proces. Te ugrupowania pozarządowe, które to zainicjowały, uprzedzały, że to trzeba rozłożyć przynajmniej na 2 lata. Dopiero potem będzie dobrze. To taka funkcja edukacyjna. Tu się to sprawdza. W dzielnicach jest łatwiej a w mieście trudniej.
Mieszkańcy i radni dzielnicowi skarżą się, że jak dzwonią po informację do ZIKiT-u to jest spychologia i odsyłanie.
- Ja nie wiem dlaczego dzwonią do ZIKiT-u. Mogą przez radę dzielnic składać projekty. ZIKiT do tego nic nie ma.
Przychodzi do Radia Kraków wczoraj jedna ze słuchaczek, która próbuje przygotować projekt związany z zagospodarowaniem Zakrzówka. Żeby złożyć taki projekt musi mieć wstępny kosztorys, ale nikt nie jest w stanie powiedzieć ile poszczególne elementy mogłyby kosztować. Gdzie ma szukać takiej informacji?
- Kosztorys wykonują specjaliści i to trwa pewien czas. Jako dziennikarze uważacie, że wszystko jest do zrobienia od zaraz. Są procedury, wyliczenia. Nie jest tak, że każdy urzędnik będzie wiedział jaki jest koszt działań. Po drugie, to jest kwestia przetargu. Ja sam przyjmowałem takie wnioski. Wszędzie można je składać.
W opinii przedstawicieli Rady Miasta to urzędnicy niechętnie wykonują te obowiązki, żeby pokazać, że ten budżet się nie sprawdza. Jednocześnie dodają, że jakby to był pomysł prezydenta Majchrowskiego to wszystko by chodziło jak w zegarku.
- To jest głupota. Niech mi wskażą tych niechętnych urzędników. Łatwo jest rzucać oskarżenia na „urzędasów”. Media pisane to robią z lubością. Weszliśmy w ten budżet, to był pomysł organizacji pozarządowych i to idzie. Na szczeblu dzielnicowym to idzie nieźle. To ruszyło przecież w zeszłym roku a włączyły się tylko 4 dzielnice. Reszta nie była zainteresowana.
Jak mamy 28 projektów to przy telefonie wystarczyła by jednak osoba, która mogłaby udzielić informacji.
- Nie. Pan nie może powiedzieć ile będzie kosztował dany projekt. Nie ma często szczegółów. To cała masa kwestii niewiadomych. Projekt jest składany ogólnie. „Uzupełnienie istniejących i budowa nowych ścieżek rowerowych” - taki projekt mamy. Nie jest podane jakich ścieżek i gdzie. To wszystko wymaga analiz i po złożeniu podaje się koszty.
Czyli takie projekty ze względów proceduralnych trafią do kosza?
- Nie. One zostaną opracowane i nadany zostanie im bieg.
Przeczytaj całą poranną rozmowę