Skutki embarga na import żywności z państw Unii Europejskiej do Rosji uderzają nie tylko w producentów. Cierpią także przewoźnicy. Firmy, które nie mogą już zarabiać na transporcie do Rosji szukają innych kierunków i chcąc zdobyć zlecenia, drastycznie obniżają ceny.
- Niektóre oferty na przewóz towarów np. do Włoch są dziś o ok. 40 procent niższe. - podkreśla w rozmowie z Radiem Kraków Piotr Litwiński, jeden z dużych sądeckich przewoźników.
Zdaniem Litiwińskiego ucierpi cała branża, bo dziś firmy stosujące dumping mają w jeszcze w bakach ciężarówek tanie paliwo rosyjskie, ale kiedy ono się skończy, trzeba będzie kupować olej po europejskich cenach, a wtedy transport stanie się nieopłacalny. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Przewoźników Międzynarodowych wystąpiło już do rządu o wsparcie. Pomocne mogłyby się okazać ulgi w podatkach lub zwrot płaconej w cenie paliwa akcyzy. Takie rozwiązanie stosuje już kilka krajów w zachodniej Europie. Warto przy okazji przypomnieć, że Polska jest dziś liderem przewozów towarów tirami w Europie. W Niemczech polskie firmy opanowały ponad 90 proc. rynku.
Tymczasem Kraków chce przekuć kryzys handlowy na sukces miejskich targowisk. W odpowiedzi na wprowadzone kilka tygodni temu przez Rosję embargo na import m.in. polskich owoców, urzędnicy zachęcają krakowian do "jabłkowego szaleństwa", czyli kupowania na potęgę polskich jabłek. Władze Krakowa chcą jednak, by krakowianie jabłka kupowali nie byle gdzie, ale na miejskich targowiskach.
Więcej: "Jabłkowe szaleństwo" w Krakowie? Akcja magistratu