Rozebrany zostanie dźwig, który przy krakowskim szpitalu im. Gabriela Narutowicza blokuje drogę powietrzną dla helikopterów. Spór trwa pomiędzy zarządem szpitala a deweloperem. Obie strony mają swoje zdanie, żadna nie chce się dogadać.
posłuchaj materiału Pawła
Deweloper powołuje się na pozwolenie, które otrzymał. Szpital natomiast potrzebuje lądowiska, między innymi po to by móc transportować pacjentów covidowych, w momencie, gdy w placówce zabraknie dla nich miejsc.
Swoje zdanie w tej kwestii przedstawia również Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, które od momentu postawienia dźwigu, odmówiło korzystania z lądowiska przy szpitalu Narutowicza. Jak mówi dyrektor szpitala Renata Godyń-Swędzioł - każdy szpital, który jest w sieci musi mieć SOR, a każdy SOR musi mieć lądowisko. Najważniejsze jest życie pacjenta, a piloci LPR tłumaczą, że szpitalne lądowiska muszą być pozbawione ryzyka - takie zaś stwarza dźwig...
Z kolei prawnicy reprezentujący dewelopera przypominają, że szpital był poinformowany o konieczności postawienia dźwigu i w tym czasie LPR musi wstrzymać loty, żeby nie doszło do wypadku, a w pobliżu, przy szpitalu Jana Pawła II jest także lądowisko dla helikopterów LPR i stamtąd pacjentów można przetransportować karetką do szpitala Narutowicza.
Deweloper oczernia szpital - tłumaczy rzeczniczka szpitala im. Gabriela Narutowicza w Krakowie.
Co roku nawet 60 pacjentów z bezpośrednim zagrożeniem życia, jest transportowanych drogą powietrzną do placówki. Tymczasowo dźwig zostanie rozebrany, ale zapewne nie zakończy to sporu pomiędzy dyrekcją szpitala a deweloperem.
Paweł Morawczyński/bp