Działkowcy z Bieżanowa protestowali przed krakowskim magistratem przeciwko możliwej likwidacji rodzinnych ogrodów działkowych znajdujących się na prywatnym terenie. Część użytkowników dostała wezwania do opuszczenia działek albo podpisania nowych umów dzierżawy. Miasto deklaruje pomoc i zapowiada przejęcie terenów do końca roku.
„To nasze serca i zielone płuca miasta” – skandowali działkowcy protestujący przed krakowskim magistratem. Pikieta dotyczyła rodzinnych ogrodów działkowych, przede wszystkim tych położonych na Bieżanowie, które znajdują się na prywatnym terenie.
Osoby korzystające z działek otrzymały od właściciela wezwania do opuszczenia terenu albo propozycje podpisania nowych umów dzierżawy. Według działkowców oznaczałoby to dodatkowe opłaty w wysokości 300 złotych miesięcznie za każdą działkę.
Jesteśmy zobowiązani do opuszczenia działek do końca maja albo podpisania umowy na trzy lata i płacenia 300 złotych miesięcznie od każdej działki. Do dziś nic dalej się w tej sprawie nie dzieje. Urzędnicy nie przyłączali się jako strony do postępowań sądowych, co ułatwiało likwidację ogródków. Prywatni właściciele wystosowali już pozew o wydanie naszego terenu. Pracowałam na kolei 46 lat i ten ogródek działkowy jest dla mnie wszystkim
mówili uczestnicy protestu.
Ważą się losy 140 ogródków działkowych w Krakowie
Działkowcy podkreślali, że od miesięcy słyszą deklaracje dotyczące pomocy ze strony miasta, ale – ich zdaniem – brakuje konkretnych działań.
Na miejscu z protestującymi spotkał się prezydent Krakowa Aleksander Miszalski. Zapewniał, że miasto chce zachować rodzinne ogrody działkowe i prowadzi rozmowy z właścicielem terenów.
Według deklaracji miasta ogródki mają zostać zabezpieczone w planie ogólnym. Magistrat chce także doprowadzić do zawieszenia postępowań sądowych i przejęcia terenów do końca roku.
Działkowcy przekonują, że ogródki są nie tylko miejscem wypoczynku, ale także ważnym elementem zieleni w tej części miasta.