Wtorek, 27 paź 0 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Co łączy Sibeliusa i Brahmsa? Sascha Goetzel!

Koncert Filharmonii Krakowskiej pod dyrekcją Saschy Goetzla okazał się wydarzeniem o wyraźnie przemyślanej dramaturgii. Połączył on dwa wielkie światy repertuaru symfonicznego przełomu końca XIX i początku XX wieku. Zestawione bowiem zostało dzieło Jeana Sibeliusa twórcy, który wprowadził do muzyki europejskiej charakterystyczną, chłodną ekspresję inspirowaną krajobrazem i kulturą północy, z monumentalną symfonią Johannesa Brahmsa, jednego z najważniejszych kontynuatorów tradycji Beethovenowskiej. I okazało się, że te dwa światy znakomicie do siebie pasują! Był to zarówno wieczór pełen kontrastów, ale też głębokiej spójności stylistycznej. Piękny wieczór.

Co łączy Sibeliusa i Brahmsa? Sascha Goetzel!
Siedziba Filharmonii Krakowskiej. Fot. Marek Lasyk

Na początek wieczoru zabrzmiał Koncert skrzypcowy d-moll op. 47 – jedyny koncert skrzypcowy Sibeliusa, skomponowany w 1904 roku. Jest on połączeniem romantycznej wirtuozerii z surowym, północnym idiomem brzmieniowym. Utwór ten uchodzi za jeden z najtrudniejszych w literaturze skrzypcowej, nie tylko ze względu na wymagania techniczne (pełno tu dwudźwięków w różnych rejestrach, wirtuozowskich pasaży ale także rozbudowanych kadencji), lecz również na konieczność utrzymania napięcia w długich frazach.

Paweł Wajrak – który był solistą tego wieczoru, przypomnę, że to doskonały skrzypek, solista, kameralista, od lat koncertmistrz Orkiestry Filharmonii Krakowskiej, podjął to wyzwanie z dużą świadomością stylistyczną. Przedstawił interpretację skupioną, przejrzystą. Już w pierwszej części zwracała uwagę jego umiejętność prowadzenia narracji – dźwięk był klarowny, intonacja pewna, a frazowanie zachwycało. Szczególnie sugestywnie wypadło w drugiej części, gdzie solista wydobył z instrumentu szeroką paletę barw, budując atmosferę wyciszenia i refleksji. Finał natomiast przyniósł więcej energii i wyrazistości rytmicznej, przy zachowaniu pełnej kontroli nad techniczną stroną partii solowej. Orkiestra towarzyszyła z dużą uważnością, nie dominując solisty, lecz współtworząc z nim spójną narrację – szczególnie dobrze zabrzmiały dialogi między sekcjami smyczków i instrumentów dętych. Co to znaczy dobra orkiestra pod batutą bardzo emocjonalnego dyrygenta, która towarzyszy świetnemu skrzypkowi!

Po przerwie zabrzmiała I Symfonia c-moll op. 68 – której prawykonanie odbyło się w 1876 roku; dzieło o szczególnym znaczeniu w historii muzyki, nad którym Brahms pracował przez ponad dwadzieścia lat, mierząc się z ogromnym ciężarem tradycji pozostawionej przez Beethovena. Symfonia ta, często określana jako X Beethovena, łączy klasyczną dyscyplinę formy z romantyczną ekspresją i gęstą fakturą orkiestrową.

Interpretacja Saschy Goetzla była fascynująca, bardzo emocjonalna, wręcz żarliwa i bardzo romantyczna. Podkreślała przede wszystkim architektoniczną spójność utworu. Dyrygent konsekwentnie budował napięcie od pierwszych taktów, dbając o wyrazistość motywów i klarowność przebiegu formy. Pierwsza część zabrzmiała dramatycznie, lecz bez nadmiernego ciężaru, druga i trzecia przyniosła momenty lirycznego oddechu, w których szczególnie dobrze zaprezentowały się instrumenty dęte, prowadząc śpiewne, eleganckie frazy. Finał natomiast został wykonany z dużym wyczuciem proporcji – od tajemniczego wstępu po triumfalne zakończenie, które wybrzmiało jasno i przekonująco. Aż chciałoby się słuchać jeszcze i jeszcze.

Po tym koncercie, który odbył się 21 marca, wychodziłam z przekonaniem jak świetną mamy w Filharmonii orkiestrę. Zafascynowała mnie tym razem zwartym brzmieniem, dobrze zbalansowanym i stylistycznie jednolitym. Sekcja smyczkowa zaimponowała mi spójnością artykulacyjną, a instrumenty dęte precyzją wykonania. Za każdym razem, gdy dyrygentem jest Sascha Goetzel można być pewnym, że muzyka przemówi. Bo to bardzo charyzmatyczny artysta, który zaraża swoją pasją zarówno orkiestry jak i słuchaczy. Więc jeśli się Państwo zetkniecie z nazwiskiem Sascha Goetzel, to zawsze warto iść na jego koncert.

Tym razem także zachwycił mnie skrzypek Paweł Wajrak, który w tym karkołomnym koncercie Sibeliusa, zaprezentował kawał wspaniałej muzyki. Mam nadzieję, że częściej będziemy mogli go słuchać w roli solisty, bo to jest świetny muzyk.

Był to bardzo emocjonalny koncert, a tematy Sibeliusa tkwią we mnie do dziś.

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"