Rozjeżdżane błoto często znajduje się nawet kilkadziesiąt metrów od wyjazdu z budowy. Tymczasem zanieczyszczanie ulic jest zabronione. Za utrzymanie czystości odpowiada kierownik budowy lub deweloper. W praktyce jest jednak zupełnie inaczej.
Posłuchaj co mówi Piotr Odorczuk z krakowskiego MPO
- Często ktoś chce zaoszczędzić i nie zatrudnia profesjonalnej firmy, ale kogoś kto ma traktor i szczotkę. Wtedy zamiast to wyczyścić taki pracownik tylko rozmazuje błoto po jezdni. Takie sytuacje się zdarzają - przyznaje Piotr Odorczuk z krakowskiego MPO.
W 2016 roku straż miejska skontrolowała 110 miejsc, w których prowadzone były różne budowy. Nie nakładano jednak mandatów. W 109 przypadkach strażnicy pouczyli deweloperów o obowiązku sprzątania po sobie. "To nie jest takie wykroczenie jak inne. Nie karzemy osoby, która ubrudziła ulicę, ale karzemy kierownika budowy. To nie jest jednoznaczne. Akurat w tym roku strażnicy zdecydowali o 109 pouczeniach w takich sytuacjach" - tłumaczy Marek Anioł z krakowskiej straży miejskiej.
To kierownicy budów są zobowiązani kontrolować czystość samochodów wyjeżdżających z budowy. Według kodeksu wykroczeń za niedopełnienie tego obowiązku grozi grzywna nawet do 1000 złotych. Tymczasem na wielu krakowskich ulicach błotniste koleiny ciągną się kilkadziesiąt metrów od placu budowy. Godzina sprzątania rozjeżdżonego na ulicy błota kosztuje miasto 200 złotych.
Dodatkowo ostatnie badania prowadzone przez Akademię Górniczo-Hutniczą, prowadzone właśnie na zlecenie krakowskiego MPO pokazują, że pył i brud zalegający na ulicach potęguje smog.
(Teresa Gut/ko)