Trzy osoby zginęły w katastrofie małego samolotu pasażerskiego Piper Seneca w masywie Babiej Góry w Beskidach. Do wypadku doszło w bardzo trudnym, górskim terenie.
Służby ratunkowe ponownie docierają do wraku awionetki rozbitej w masywie Babiej Góry. Dzisiaj nadal będą prowadzone oględziny wraku przez ekspertów lotniczych i prokuratora. Służby ratunkowe będą próbowały zawieźć z gór również ciała ofiar. Dopiero po ich przewiezieniu będzie możliwa ich ostateczna identyfikacja. Natomiast dzisiaj prawdopodobnie nie uda się przetransportować z gór wraku samolotu. W Beskidach nadal są trudne warunki. Jest zimno a mgła ogranicza widoczność. Perć akademików, czyli żółty szlak na Babią Górę, w pobliżu którego doszło do wypadku został zamknięty do odwołania.
Okoliczności wypadku nie są jeszcze znane. Niewielki samolot leciał z Poznania do Bratysławy . Z radarów zniknął około godziny 10. Straż pożarna w Suchej Beskidzkiej zgłoszenie o wypadku odebrała o 14.30. Samolot uderzył w zbocze na wysokości 1500 metrów, w bardzo trudno dostępnym, górskim terenie, niedaleko żółtego szlaku.
Ratownicy do miejsca katastrofy musieli docierać pieszo. Jako pierwsi do wraku dotarli ratownicy z sekcji babiogórskiej GOPR z Markowych Szczawin. Według ich relacji samolot spłonął doszczętnie . Na ratunek było już za późno.
- "Najprawdopodobniej kiedy samolot uderzył o ziemię doszło do wybuchu i pożaru" - powiedziała Katarzyna Cisło za małopolskiej policji.
Na miejscu tragedii do późnego wieczora pracowali strażacy, prokurator oraz eksperci Komisji Badania Wypadków Lotniczych . Akcja była prowadzona w bardzo trudnych warunkach. Widoczność wynosiła około 15 metrów. W piątek oględziny będą wznowione.
Anna Gąsiorek - Rezler z policji w Suchej Beskidzkiej powiedziała Radiu Kraków, że w wypadku zginęły trzy osoby. Policja ustala ich tożsamość. Byli to prawdopodobnie Polacy.
(Marek Mędela/ko)