Miały dość siedzenia w domu. Pięć bezrobotnych pań z Kęt w zachodniej Małopolsce wspólnie postanowiło założyć biznes. Założyły spółdzielnie, przez rok chodziły na kursy, sięgnęły po dotację i w centrum Kęt otworzyły pierwszy w miasteczku bar mleczny.
Wcześniej musiały założyć spółdzielnie i przejść blisko 200 godzin szkoleń: w tym z prawa, księgowości, pisania biznesplanów oraz oczywiście gotowania. "Założenie pierwszego w mieście baru mlecznego wymagało wielu wyrzeczeń, również finansowych" - mówi Danuta Tobiasiewicz prezes spółdzielni KĘTucky.
Interes działa od kilku dni, ale jak sprawdziliśmy panie na brak pracy nie mogą narzekać. Kuszą klientów przede wszystkim domową kuchnią i niskimi cenami. Panie nie tylko spółdzielnie prowadzą, ale też same gotują i zajmują się zaopatrzeniem. Jak przekonują, powiedzenie "gdzie kucharek sześć" w ich barze się nie sprawdza.
(Marek Mędela/ko)