Jerzy Armata rekomenduje: „Taxi - Teheran”, reż. Jafar Panahi, prod. Iran 2015. Jafar Panahi, wybitny irański scenarzysta, reżyser i producent, autor m.in. nagrodzonego canneńską Złotą Kamerą – „Białego balonika” (1995), locarneńskim Złotym Lampartem – „Lustra” (1997), weneckim Złotym Lwem – „Kręgu”, od pięciu lat nie może uprawiać swego ulubionego i wyuczonego zawodu. Sąd skazał go – na podstawie podejrzeń o nakręcenie filmu wrogiego rządowi – na sześć lat więzienia, bezwzględny zakaz realizowania filmów, pisania scenariuszy, a nawet udzielania wywiadów, a także opuszczania kraju przez dwadzieścia lat. Pod wpływem światowej opinii reżim zamienił artyście więzienie na areszt domowy.
Irański artysta jednak się nie poddał i nawet za kratami nie zaprzestał twórczości, a także jej festiwalowej dystrybucji. Pierwszy, zrealizowany potajemnie film – dokumentalny dziennik artysty czekającego na wyrok – nosił tytuł… „To nie jest film” i został przemycony do Cannes na pendrivie, kolejny – przejmującą „Zasłonę” – przesłano Skype’em. Tę pełną suspensu i dramatycznych zwrotów akcji, rozgrywającą się w jednym wnętrzu opowieść rozpoczyna długie ujęcie z zakratowanego okna, a kończy „gest Filipa Mosza” z „Amatora” Krzysztofa Kieślowskiego: skoro reżyser nie może rejestrować otaczającej go rzeczywistości, odwraca kamerę o 180 stopni, kierując jej obiektyw na swoją twarz.
W filmie najnowszym „Taxi” Panahi także kieruje kamerę na siebie, choć – przede wszystkim – na swych pasażerów, bo sam wciela się w teherańskiego taksówkarza. Ze słynnym reżyserem odbywamy zatem półtoragodzinną przejażdżkę po mieście, słuchamy jego rozmów z klientami, przyjaciółmi, bliskimi. Choć film zrealizowany jest w paradokumentalnej poetyce, rasowym dokumentem nie jest. To fabularny esej rozpisany na wiele głosów, w której więziony reżyser stara się mówić o wszystkim, co najważniejsze w irańskiej – choć oczywiście nie tylko – rzeczywistości. Często zmienia tonacje snutej opowieści, sprawy smutne łamie poczuciem humoru, bo wszelka paranoja oprócz tego, że straszna, zazwyczaj także jest śmieszna.
Najnowszy film Panahiego został podwójnym zwycięzcy tegorocznego Berlinale: jury uhonorowało go Złotym Niedźwiedziem, a krytyka – Nagrodą FIPRESCI. „To miłosny list do kina” – tak o „Taxi” powiedział Darren Aronofsky, przewodniczący jury.
Jerzy Armata