Wtorek, 27 paź 6 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Piątkowa rekomendacja filmowa: "Sens życia oraz jego brak "

Wakacje to pora na odpoczynek, relaks, rozrywkę, choć z uwagi na dużą ilość wolnego czasu można i podczas letnich miesięcy znaleźć chwilę na refleksję nad „sensem życia albo jego brakiem”, jak brzmi tytuł sympatycznej – i niegłupiej – komedii węgierskiej Gábora Reisza.

„Sens życia albo jego brak”

Reż. Gábor Reisz

Prod. Węgry 2014

Jej protagonista od kilku lat jest właściwie na „nieustających wakacjach” (jak pamiętni bohaterowie debiutu Jima Jarmuscha). Zbliża się do trzydziestki, jest bez pracy, ciągle mieszka z dość nadopiekuńczymi rodzicami. O ile matka zapewnia mu domowy wikt i opierunek i – prawdę mówiąc – sprawia wrażenie, że odpowiada jej, iż syna ma u swego boku, o tyle ojciec czasem sarknie, że Rimbaud w wieku siedemnastu lat pisał znakomite wiersze. Wprawdzie Áron coś napomyka, że wreszcie musi się zabrać za pisanie powieści, ale tylko napomyka.

Przypomina się niegdysiejszy przebój Elektrycznych Gitar: „Przewróciło się, niech leży / cały luksus polega na tym / że nie muszę go podnosić / będę się potykał czasem / będę się czasem potykał / ale nie muszę sprzątać”.

Áron jest absolwentem budapeszteńskiego uniwersytetu. Skończył historię i teorię filmu. Bardziej „wierzy w obraz” – jak by to sformułował André Bazin, ojciec duchowy Nowej Fali francuskiej – niż w otaczającą rzeczywistość: szarą, chłodną, nijaką. Na dodatek rzuciła go dziewczyna.

Film Reisza, tylko kilka lat starszego od Árona, jest utrzymany w słodko-gorzkiej komediowej poetyce. Prawdę mówiąc, łamie nieco nasze wyobrażenia o kinie węgierskim. Stylistycznie bliżej mu do dokonań czeskich, skandynawskich, momentami przypomina także tzw. kino snuja spod znaku amerykańskich twórców niezależnych. Reżyser częsta zmienia tonację opowieści, miesza spojrzenie paradokumentalne z elementami stricte kreacyjnymi, czerpie z różnorodnych stylistyk gatunkowych (mamy tutaj nawet fragment „musicalowy”). A w ogóle „tak naprawdę nie dzieje się nic”. Choć tu nieco przesadziłem. Owszem, dzieje się. W pewnym momencie Áron postanawia… wyjechać do Portugalii, kupując – podczas weekendowej popijawy z kolegami – bilet lotniczy za pomocą karty kredytowej ojca…

Znów przypominają się Elektryczne Gitary: „Zapuściłem się to zdrowo / cały luksus polega na tym / łatwiej tak i całkiem słusznie / może czasem coś wybuchnie /będę się czasem potykał / ale kiedyś się wezmę”…

Jerzy Armata

Najpopularniejsze

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Tomasz Siemieniec ostro o Cracovii: Nie widzę szans ani na wygranie derbów, ani na utrzymanie

  • Spór o UPA dzieli już nie tylko Polskę i Ukrainę. Ekspert wskazuje na przełom

  • Zamknięto dziki parking na krakowskich Bielanach. Miasto szuka rozwiązania

  • Odwołana rzeczniczka uczniów zabiera głos. "Dzień wcześniej dostałam prośbę od Łukasza Gibały"

  • 20-letni sołtys Cikowic chce głosować za własnym odwołaniem. W tle konflikt z proboszczem

  • Bruk-Bet Termalica melduje się w 1/8 finału Pucharu Polski