Zbliżają się wakacje, więc pora na coś lżejszego, co nie oznacza błahego, bo taki właśnie jest nowy film Kena Kwapisa „Piknik z niedźwiedziami” – miły, sympatyczny, zabawny, a jednocześnie niegłupi, refleksyjny i poruszający. Jego bohaterem jest znany pisarz specjalizujący się w literaturze podróżniczej, a jednocześnie szczęśliwy mąż z czterdziestoletnim stażem małżeńskim, który pewnego dnia, mając nieco dość ustabilizowanego życia – zarówno zawodowego (każda książka to sukces, choć od dawna nic nie napisał), jak i osobistego (rozpostartego pomiędzy – jak sam to określa – „diagnozami, tabletkami, a pogrzebami znajomych”) – postanawia odbyć ostatnią wędrówkę, przebyć pieszo niezwykle trudny i niebezpieczny Szlak Appalachański, czyli liczącą 2200 mil malowniczą trasę łączącą stany Georgia i Maine.
„Piknik z niedźwiedziami”
Reż. Ken Kwapis
Prod. USA 2015
Dzwoni więc do dawnych przyjaciół z propozycją, by mu towarzyszyli w tej „życiowej” wędrówce. Niestety, każdy znajduje jakąś wymówkę, by uniknąć tej zwariowanej oferty. Z wyjątkiem Katza, dawnego kompana, z którym pokłócił się przed czterdziestu laty i który ciągle mu jest winien 600 dolarów… Dzięki tej wycieczce Katz umknie innym wierzycielom i wymiarowi sprawiedliwości. Tylko że dawny przyjaciel nie jest w najlepszej formie – dość przybył na wadze i solidnie utyka… Zrealizowany w poetyce kina drogi „Piknik z niedźwiedziami” jest z pozoru lekką, miłą i przyjemną, pełną komediowych scen, niekiedy wręcz slapstickowego humoru opowiastką, ale im bliżej końca, coraz więcej w niej refleksji nad – mówiąc lapidarnie – wszystkim, co w życiu najważniejsze: przyjaźnią, miłością, przemijaniem. Życiem właśnie, jego sensowną kontemplacją.
Film Kwapisa miał swą premierę na ubiegłorocznym festiwalu Sundance. Trudno się dziwić, wszak główną rolę gra w nim jego „ojciec chrzestny” – Robert Redford. A partnerują mu m.in. Nick Nolte i Emma Thompson. „«Nie zamierzam być tutaj ani reżyserem, ani nawet producentem. Chcę skupić się wyłącznie na mojej roli» – powiedział mi przed zdjęciami Redford. On jest wspaniałym reżyserem, więc tym bardziej doceniłem, że mi zaufał i pozwolił być przewodnikiem dla siebie i innych. Czasami najmądrzejszą rzeczą, jaką może zrobić reżyser, jest siedzieć cicho i po prostu pozwolić działać takim mistrzom jak Redford i Nolte” – wyznaje Kwapis.
Film jest ekranizacją bestsellerowej książki Billa Brysona, która ukazała się u nas w roku ubiegłym nakładem krakowskiego wydawnictwa Znak.
Jerzy Armata