Wtorek, 27 paź 11 °C Jakość powietrza: Umiarkowana Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Entuzjazm nietemperowany. Glenn Gould 90!

Genialny kanadyjski pianista Glenn Gould, należy do tych artystów, którzy nie tylko zmienili nasze podejście do muzyki, ale też zmienili sposób patrzenia na świat wielu pokoleń wrażliwców.  Od lat już wiadomo, że miłośników muzyki można podzielić na Gouldystów i nie Gouldystów i ja zdecydowanie należę do tych pierwszych. O Glennie Gouldzie jest zawsze głośno, ale w tym roku szczególnie. Bo też jest okazja. Parę dni temu, a dokładnie 25 września  świętowane były 90. urodziny pianisty, a 4 października obchodziliśmy 40. rocznicę jego śmierci.

Entuzjazm nietemperowany. Glenn Gould 90!
Don Hunstein, Attribution, Wikimedia Commons

Glenn Gould był geniuszem muzycznym, pianistą myślicielem, kompozytorem, który szydził z Mozarta i spierał się z Beethovenem, a kochał Schönberga czy Prokofiewa. Uważał, że muzykę się najpierw myśli, a dopiero potem wykonuje. Jednak najważniejszy dla niego w życiu był Bach. To interpretacje muzyki tego kompozytora uczyniły go nieśmiertelnym. - Kiedy ktoś wznosi się na takie wyżyny, oświetla nam drogę lepiej, niż ktokolwiek: wzbogaca naszą egzystencję o nowy wymiar – mówił skrzypek Yehudi Menuhin o Gouldzie. – Jeszcze wiele czasu nałożyć się musi na wiele miłości, aby prawdziwie doceniono geniusz Goulda.

Glenn Gould był oryginałem. Żył w nocy, spał w dzień. Swoim znajomym przez telefon czytał powieści albo śpiewał opery. Bał się kontaktów fizycznych, unikał ludzi, walczył z wirusami. Połykał tony lekarstw. Jadał niewiele, głównie sucharki. Nienawidził warzyw. Stronił od jakiegokolwiek ruchu fizycznego. Fascynowała go kultura wschodu. Kochał zwierzęta. Marzył nawet o założeniu azylu dla nich. Grał na giełdzie z dużym powodzeniem, zbijając niezły majątek. Obdarzony wielkim poczuciem humoru ciągle kwestionował tradycję, podważał autorytety i dogmaty a także potrafił godzić przeciwieństwa m.in.: wolność z dyscypliną, czy ekstazę z rozumem.

Wszystko zaczęło się 25 czerwca 1955 roku. Glenn Gould, młody, wówczas 23-letni pianista przyszedł do nowojorskiego studia wytwórni płytowej CBS Records w płaszczu berecie, szaliku i rękawiczkach. Pracownicy techniczni studia, zamarli w przerażeniu. Nagrywali już z niejednym dziwakiem, lecz to, co zobaczyli przeszło ich najśmielsze oczekiwania. Na progu studia stał wysoki, szczupły chłopak, trzymający pod pachą oprócz teczki z nutami jeszcze stertę ręczników, dwie duże butelki wody mineralnej, paczkę sucharków, siateczkę małych flakoników z lekarstwami oraz specjalne składane krzesełko, jak się później okazało do fortepianu.

Ręczniki były potrzebne do wycierania rąk, które Gould miał zwyczaj moczyć w gorącej wodzie na dwadzieścia minut przed graniem. Zwyczaj „moczenia” stanie się później studyjnym rytuałem. Przed każdym nagraniem Gould będzie siedział nachylony nad miednicą, z rękami zanurzonymi w wodzie aż po łokcie, a wkoło niego zasiadać będą pracownicy studia by rozmawiać o muzyce, sztuce, ale także polityce i giełdzie.

Krzesło – małe, drewniane, stare, odrapane – okaże się niezbędnym przedmiotem do wszystkich nagrań. To ono budziło największe zdziwienie i ono było uważane za największą fanaberię Goulda. Miało regulowaną wysokość wszystkich czterech nóg. Glenn ustawiał jego kąt nachylenia przez dobrych kilkadziesiąt minut zanim zdecydował się usiąść i rozpocząć nagranie. Zresztą na nagraniach słychać skrzypienie tego krzesła, co początkowo było zmorą producentów płyty, a w końcu stało się znakiem firmowym pianisty.

Szybko stało się jasne, że w studio CBS dzieją się dziwne rzeczy. Pracownicy wytwórni, a także dziennikarze przychodzili popatrzeć jak Gould zgarbiony, na niskim skrzypiącym krzesełku, z kolanami pod brodą, z nosem niemal w klawiaturze, mrucząc, jęcząc i podśpiewując – co zostało zarejestrowane na płycie – pokonuje kolejne pasaże. Patrzyli z niedowierzaniem jak przesłuchując nagrania gestykuluje, dyryguje, śpiewa a nawet tańczy na bosaka.

Efektem nagrań był bestseller, płyta z „Wariacjami Golbergowskimi” Bacha, która rozpoczęła wielką karierę Goulda, pokazała go światu jako w pełni dojrzałego artystę, jednego z najlepszych pianistów. Mimo, że był wtedy tak młody. Tak na marginesie po „Wariacje Goldbergowskie” Gould sięgnął jeszcze raz. Zarejestrował je w 1981 roku. Płyta ukazała się rok później, w jego 50. urodziny.

Glenn Gould żył krótko.  Już w 1964 roku zrezygnował z koncertowania. Mówił, że bał się podróży samolotami, a poza tym nie znosił tłumów. Wielokrotnie powtarzał, że samotność to stan łaski i że samotność go zbudowała jako artystę. Działał w studiach nagraniowych i telewizyjnych, później we własnym studio pod Toronto. Pozostawił po sobie wiele nagrań, głównie Bacha. Jego interpretacje zrewolucjonizowały podejście do muzyki. W jego interpretacjach jest tak ogromna siła, że powstają fankluby pianisty, a na gouldowskich stronach internetowych, wyznawcy artysty prześcigają się w relacjonowaniu wrażeń wywołanych jego interpretacjami.

Na portalu You Tube można odnaleźć wiele nagrań Glenna Goulda. „Wariacje Goldbergowskie” z 1955 roku, o których pisałam powyżej, mają na You Tube blisko 8 mln odsłon. Na stronie glenngould.com zawieszone jest wiele filmów, w tym i ten „Glenn Gould off the record”, w którym można obejrzeć opowieść o tym słynnym pianiście, jego domu, rodzicach, środowisku. Wspaniałe są zdjęcia, dzięki którym widzimy jak np. wybiera do nagrania fortepian, albo ćwiczy Bacha u siebie w domu, siedząc przy fortepianie w szlafroku, zgarbiony, śpiewając poszczególne głosy. Przerywa, poprawia niektóre miejsca, wstaje i podchodzi do okna. Na podłodze leży pies, który znudzony ziewa. Choć fortepian nie jest może najlepszy, w tej muzyce istnieje jednak coś. Może to prawda, a może absolutna bezkompromisowość pianisty, który zmierza do sedna muzyki Bacha, nie zwracając uwagi na kamerę rejestrującą jego zachowania.

Powstało o pianiście wiele książek, ale najlepsza którą czytałam kilka razy to: „Glenn Gould czyli sztuka fugi” Stefana Riegera. Jest to w formie wielotematycznej fugi opowieść o pianiście i jego czasach. Genialna książka. W czym tkwi fenomen tego artysty zastanawia się autor tej pozycji i odpowiada: „Glenn Gould był rodzajem grającego na fortepianie Jamesa Deana: niesłychanie przystojny, z rozwianą ciemną czupryną. Jednak, kiedy zrezygnował z koncertowania i zamknął się w studio, wydawało się, że jego czas minie. Ale nic z tego. Szybko stał się wielkim szamanem mediów, komunikatorem nie tylko względnie łatwego Bacha, ale także np. trudnego Schönberga. Gdyby Gould żył, byłby dziś wielkim guru w Internecie i oczarowałby cały świat. Życie i działalność Goulda jest zamkniętym dziełem sztuki. Może się okazać, że z XX wieku przetrwa tylko Gould”.

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS w trybie natychmiastowym. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

  • Hanna Bieluszko wraca na scenę mimo choroby. "Nie czuję się spełniona. Mam kilka marzeń"

  • Urząd czekał na konserwatora, konserwator na urząd. Remont Placu Drzewnego w Tarnowie w końcu się rozpocznie?

  • Zaduszki Organowe 2026. Muzyczny maraton w krakowskich świątyniach

  • Mieszkańcy chcą tego wjazdu, drogowcy go zamknęli. Ktoś wyłamał bariery

  • Nocne utrudnienia na obwodnicy Brzeska. Kierowcy jadący w stronę Krakowa pojadą objazdem