Wtorek, 27 paź 12 °C Jakość powietrza: Dostateczna Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

"Zapaść rynku księgarskiego w Polsce jest faktem". Czy jednolita cena książki byłaby ratunkiem?

Polski rynek książki znajduje się w głębokim kryzysie strukturalnym. Rocznie znika około 100 księgarń, a brak systemowych regulacji sprawia, że nie są one w stanie konkurować z największymi sieciami i platformami internetowymi. Polska pozostaje jednym z nielicznych krajów Europy bez ustawowej ochrony rynku książki, co wpływa nie tylko na kondycję księgarń i twórców, ale także na sposób, w jaki społeczeństwo obcuje z literaturą. O tym, jak bardzo polski rynek książki odbiega od europejskich standardów i jaką cenę płacimy za pozorną wygodę zakupów w sieci, w rozmowie z Anną Piekarczyk opowiedział Grzegorz Jankowicz, dyrektor Instytutu Książki, filozof literatury, aktywista literacki, tłumacz.

"Zapaść rynku księgarskiego w Polsce jest faktem". Czy jednolita cena książki byłaby ratunkiem?
Zdjęcie ilustracyjne/Fot. pexels

Statystyki pokazują nam, że około 100 księgarń rocznie znika z mapy Polski, co oznacza, że co mniej więcej trzy dni upada jedna. To proces trwający od lat, ale dziś przybrał skalę systemowego kryzysu. I nie chodzi o sentyment, lecz o realny wpływ księgarń na sposób, w jaki społeczeństwo myśli, czyta i uczestniczy w kulturze. Kameralne księgarnie to coraz częściej miniaturowe centra kultury, które potrafią zorganizować nawet sto wydarzeń rocznie: dyskusji, spotkań autorskich, warsztatów, klubów książki. Gdy znikają, znika przestrzeń do rozmowy, wymiany myśli i międzypokoleniowego dialogu.

Zapaść rynku księgarskiego w Polsce jest faktem. Księgarń znika bardzo dużo, rocznie około stu, czyli co trzy dni upada jedna księgarnia. To ma ogromne znaczenie dla sposobu, w jaki percypujemy książkę – mówi Grzegorz Jankowicz.

W większości krajów europejskich obowiązuje ustawa o jednolitej cenie książki. Jej celem nie jest ograniczanie konkurencji, ale zapewnienie, by ta konkurencja miała sens, by odbywała się na polu jakości, a nie agresywnej wojny cenowej. W Polsce takiej regulacji nie ma. A jej brak prowadzi do paradoksu, bo książka w dniu premiery bywa przeceniona o 40%, zjawisko niespotykane w innych branżach. Ta możliwość istnieje tylko dlatego, że cena okładkowa jest wcześniej sztucznie zawyżana. Księgarze stacjonarni nie są w stanie konkurować ani z największymi sieciami, ani z platformami internetowymi, które operują ogromnymi rabatami i mogą sprzedawać na granicy opłacalności. To prowadzi do skrajnej asymetrii – najwięksi dostają najwięcej, a mali wypadają z rynku.

(cała rozmowa do posłuchania)

Posłuchaj wypowiedzi

Regulacja nie miałaby zniwelować różnic między podmiotami, lecz ustabilizować rynek, pozwolić mniejszym księgarniom sprzedawać nowości bez natychmiastowej presji rabatowej czy przenieść konkurencję z poziomu ceny na poziom oferty kulturalnej. Zgodnie z proponowanymi rozwiązaniami książka zachowywałaby cenę przez pierwsze 6-12 miesięcy. Dopiero później mogłaby być swobodnie przeceniana. To nie jest pomysł oderwany od polskich realiów. W Europie działa od lat, we Francji dopuszczalne obniżki wynoszą maksymalnie 5%, a rynek pozostaje stabilny i różnorodny. Każdy kraj wymaga własnej, precyzyjnie dostosowanej ustawy, opartej na lokalnych nawykach czytelniczych, strukturze demograficznej.

Zakupy internetowe są wygodne, pozwalają zamówić e-booka w tramwaju. Problem w tym, że wraz z wygodą przychodzi utrata kontroli nad procesem wyboru. Algorytmy nie rozwijają nas, nie uczą krytycznego myślenia, nie proponują czegoś spoza naszej bańki. Ich zadanie jest jedno: wywołać kolejny zakup. Szybki, impulsowy, przewidywalny.

Algorytmy działają nie po to, by nas skłonić do refleksji, ale żeby wymusić na nas jak najbardziej kompulsywny zakup. Dotyczy to każdej sfery naszego życia, zaczynamy bardziej reagować niż myśleć. A w przypadku książki myślenie jest zawsze najważniejsze. Są takie świetne badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii. Sprawdzono tam, w jaki sposób poszczególne miasta powracały do życia po pandemii, jak mobilizowała się ludność. Tam, gdzie były księgarnie, ten proces był szybszy niż gdzie indziej, dlatego że ludzie mieli nawyk wychodzenia, przebywania z innymi. To mówi bardzo wiele o tym, co dzięki księgarzom zyskujemy. To nie jest tylko miejsce z książkami.

Komentarze

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS w trybie natychmiastowym. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

  • Hanna Bieluszko wraca na scenę mimo choroby. "Nie czuję się spełniona. Mam kilka marzeń"

  • Urząd czekał na konserwatora, konserwator na urząd. Remont Placu Drzewnego w Tarnowie w końcu się rozpocznie?

  • Zaduszki Organowe 2026. Muzyczny maraton w krakowskich świątyniach

  • Mieszkańcy chcą tego wjazdu, drogowcy go zamknęli. Ktoś wyłamał bariery

  • Nocne utrudnienia na obwodnicy Brzeska. Kierowcy jadący w stronę Krakowa pojadą objazdem