Wtorek, 27 paź 9 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

"To był nie tylko awans społeczny, ale też emancypacyjny". Kobiety, które budowały Nową Hutę

Nowa Huta zaczęła się od błota, wywłaszczeń i marzenia o socjalistycznym mieście, ale jej historię trudno zamknąć w opowieści o PRL-owskim projekcie. Przyjeżdżali tu młodzi ludzie szukający pracy i lepszego życia. Kobiety zostawały murarkami, maszynistkami i architektkami, rodziły dzieci w nowoczesnych jak na tamte czasy warunkach. W nowym wydaniu książki "Kobiety Nowej Huty. Cegły, perły i petardy" Katarzyna Kobylarczyk opowiada o dzielnicy przez losy jej mieszkanek.

"To był nie tylko awans społeczny, ale też emancypacyjny". Kobiety, które budowały Nową Hutę
Fot. NAC
Katarzyna Kobylarczyk/fot. Sylwia Paszkowska

Posłuchaj rozmowy

Miasto zbudowane na błocie

Nowa Huta ma z Krakowem skomplikowaną relację. Dziś jest jedną z dzielnic miasta, kojarzoną nie tylko z kombinatem metalurgicznym, ale także z zielenią, architekturą, kulturą i silnym poczuciem lokalnej tożsamości. Jej początki pozostają jednak trudnym rozdziałem historii Krakowa. Budowa socjalistycznego miasta i kombinatu oznaczała likwidację kilkunastu istniejących wcześniej wsi, masowe wywłaszczenia i przekształcenie jednych z najbardziej żyznych ziem w Polsce w wielki plac budowy.

Nowa Huta była jednym wielkim placem budowy – bez chodników, dróg, trawników, drzew – mówi Katarzyna Kobylarczyk.

A jednak w tym trudnym krajobrazie rodziło się młode miasto. Przyjeżdżali do niego ludzie z różnych części Polski, często bardzo młodzi, szukający pracy i szansy na rozpoczęcie życia od nowa. Jedną z najważniejszych obietnic było mieszkanie. Dla robotnika czy robotnicy przybywających z małej miejscowości własne, nowe lokum z bieżącą wodą, gazem, łazienką i centralnym ogrzewaniem mogło być symbolem ogromnego awansu.

Dostać mieszkanie w Nowej Hucie – nowiutkie, czyste, jasne, z podłączonym gazem, bieżącą wodą – to było coś niesamowitego. Te kobiety często opowiadały, że one całowały ściany, kiedy dostawały te mieszkania. To nie był tylko awans społeczny, ale też emancypacyjny, pracowniczy, że można było pójść do pracy w zawodzie, który wcześniej był niedostępny dla kobiet – dodaje.

Dziewczyny w mieście młodych mężczyzn

Początkowo Nowa Huta była miejscem wyraźnie zdominowanym przez mężczyzn. Wśród młodych mieszkańców proporcje były skrajne – na dziesięciu mieszkańców przypadało około ośmiu mężczyzn i zaledwie dwie kobiety. To wpływało na całe życie społeczne. Kobiety mieszkające w żeńskich hotelach robotniczych stawały się obiektem zainteresowania tłumów młodych mężczyzn. Zachowały się relacje o oblężeniach takich hoteli. W jednym z udokumentowanych przypadków ponad stu junaków próbowało dostać się do budynku zamieszkanego przez kobiety.

Jedną z najbardziej niezwykłych historii opisanych przez autorkę jest związek Piotra Ożańskiego i Stasi Ostasz. Ożański stał się pierwowzorem Mateusza Birkuta, bohatera filmu Andrzeja Wajdy "Człowiek z marmuru". Był przodownikiem pracy, podobnie jak jego ukochana Stasia. Ich ślub miał być wielkim wydarzeniem. Problem polegał na tym, że dziewczyna miała zaledwie piętnaście lat. Oficjalny ślub odbył się dopiero później, ale nie można było przecież dopuścić do sytuacji, w której wielka opowieść o młodych bohaterach socjalistycznej Nowej Huty okazałaby się przedwczesna. Ta historia, która początkowo przypomina romantyczne love story, nie kończy się jednak szczęśliwie. W tle pojawia się alkoholizm i rodzinny dramat.

Kobieta, praca i własne mieszkanie

Dla wielu mieszkanek Nowej Huty przełomem było wejście na rynek pracy. Kobiety podejmowały zawody, które wcześniej były dla nich praktycznie niedostępne. Zostawały między innymi maszynistkami parowozów, murarkami czy szklarkami. Praca dawała pieniądze i niezależność, ale także możliwość zdobycia mieszkania. W ten sposób Nowa Huta stawała się miejscem emancypacji, choć oczywiście emancypacji bardzo specyficznej, podporządkowanej realiom państwa socjalistycznego i jego potrzebom gospodarczym. Jednocześnie system wymuszał na kobietach rozwiązania, które z dzisiejszej perspektywy trudno zaakceptować. Jednym z nich były żłobki tygodniowe.

Przyprowadzało się dziecko w poniedziałek rano i odbierało w piątek lub sobotę – mówi.

Nie wynikało to jednak po prostu z braku zainteresowania dziećmi. W pierwszych latach Nowej Huty brakowało mieszkań, miejsc opieki i rodzinnego zaplecza. Nowi mieszkańcy nie mieli na miejscu babć ani innych krewnych, którzy mogliby zająć się dzieckiem, więc by mieć mieszkanie, trzeba było pracować, a żeby pracować, trzeba było mieć zapewnioną opiekę nad dzieckiem. Powstawało błędne koło, z którego żłobek tygodniowy był dla niektórych kobiet jedynym wyjściem. Dzieci miały tam lekarza, pielęgniarkę, wychowawczynię, łóżeczka, zabawki i regularne posiłki. Miały zapewnioną opiekę. Nie miały jednak tego, czego nie da się zastąpić żadną instytucją – codziennego kontaktu z matką.

Komentarze

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Nocne utrudnienia na obwodnicy Brzeska. Kierowcy jadący w stronę Krakowa pojadą objazdem

  • Samochód dachował i leżał w polu. Pijanego kierowcę odnalazł policyjny pies

  • Duże zmiany na S-7 w krakowskich Mistrzejowicach. Już niedługo tędy pojadą kierowcy

  • ZUS w Suchej Beskidzkiej po modernizacji. Więcej miejsca i udogodnienia dla klientów

  • "W kręgu nauki" Audycja z 31.10. 2026 r.

  • Jedno przedszkole uratowane, trzy nadal zagrożone. Prezydent Nowego Sącza zmienia plany