Wtorek, 27 paź 7 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Teatr jest jak jętka jednodniówka

Sześćdziesiąt lat istnienia teatru w czasach, które nie sprzyjają trwałości – to brzmi jak paradoks. A jednak Teatr Stu, założony i prowadzony przez Krzysztofa Jasińskiego, jest dowodem na to, że sztuka może przekraczać logikę chwilowości. Jubileusz 60-lecia, staje się tu nie tylko okazją do świętowania, ale przede wszystkim momentem refleksji nad naturą teatru, pamięci i czasu.

Posłuchaj rozmowy

"Teatr to jest jętka jednodniówka" – mówi Krzysztof Jasiński, reżyser i dyrektor artystyczny Teatru Stu – Spektakl powstaje, wydarza się i znika. Zostaje tylko to, co przeżyje widz.To właśnie ta ulotność stanowi istotę teatru. W przeciwieństwie do filmu czy literatury nie można go zatrzymać ani odtworzyć w identycznej formie. Każdy wieczór jest niepowtarzalny, każda reakcja publiczności inna. A jednak – mimo tej efemeryczności – Teatr Stu trwa już sześć dekad.

Fenomen trwania

Rok jubileuszowy przyniósł nie tylko podsumowania, ale i nowe otwarcia. Ukazał się album dokumentujący historię sceny, a na deskach teatru pojawił się spektakl „Pan Twardowski. Faust krakowski”. Wybór nie był przypadkowy.

Motywy faustyczne, pytania o sens życia, granice wyboru, cenę ambicji, towarzyszą teatrowi Jasińskiego od początku. Powracają w różnych formach, wpisując się w ciągłość myślenia o sztuce jako przestrzeni zadawania najważniejszych pytań.

– To nie jest decyzja na jeden sezon – podkreśla reżyser. – To jest konsekwencja drogi, którą idziemy od lat.

Historia Teatru Stu to nie tylko repertuar i spektakle, ale przede wszystkim ludzie. Przez scenę przewinęły się dziesiątki wybitnych artystów, którzy współtworzyli jego tożsamość. Dla Jasińskiego to jednak coś więcej niż lista nazwisk.

– To są konkretne spotkania, relacje, emocje – mówi. – Niektórzy są ze mną codziennie, choć już ich nie ma.

Pamięć o Andrzeju Zausze, Jerzym Treli, Zbigniewie Wodeckim czy Marku Grechucie buduje nieformalną, symboliczną wspólnotę. Ale „rodzina” Teatru Stu to także widzowie — ci, którzy od lat wracają, śledzą repertuar i współtworzą atmosferę miejsca.

Droga do teatru

Droga Jasińskiego do teatru nie była zaplanowana od początku. Jak sam przyznaje, składała się z kilku impulsów. Jednym z pierwszych było dziecięce doświadczenie spektaklu „Konrada Wallenroda”, które otworzyło przed nim świat sceny.Później przyszły kolejne doświadczenia: operetki oglądane z matką, działalność kabaretowa aż wreszcie moment przełomowy — pobyt w sanatorium i spotkanie z Janem Jaworskim.

– On właściwie zdecydował za mnie – wspomina Jasiński. – Powiedział: idziesz do szkoły teatralnej.

Choć ukończył szkołę teatralną jako aktor, Jasiński szybko odkrył, że jego prawdziwym miejscem jest reżyseria.

– Aktorem byłem trochę ze strachu, trochę z obowiązku – przyznaje. – Ale spełnienie znalazłem dopiero w tworzeniu całości.

Reżyseria dawała mu możliwość budowania świata, kreowania sensów i prowadzenia dialogu z widzem na głębszym poziomie. To właśnie tam odnalazł swoją artystyczną tożsamość.

Planowanie jako sposób życia

Jednym z kluczowych elementów jego pracy jest planowanie – często wieloletnie. Nie jest to jednak tylko kwestia zawodowej strategii, lecz efekt doświadczeń z dzieciństwa.Po śmierci ojca rodzina musiała funkcjonować w warunkach wymagających precyzyjnej organizacji codzienności. Planowanie posiłków, oszczędność, przewidywanie – wszystko to ukształtowało sposób myślenia przyszłego reżysera.

– Do dziś nic się u mnie nie marnuje – mówi. – Ani w życiu, ani w teatrze.

Te zasady przekładają się na funkcjonowanie Teatru Stu, który od lat planuje repertuar z dużym wyprzedzeniem – co w polskich realiach pozostaje rzadkością.

Mimo ogromnego dorobku i nieprzerwanej aktywności Jasiński nie unika myślenia o przyszłości teatru bez siebie.

– Nic nie trwa wiecznie – mówi – Mam wyznaczony moment zakończenia pracy. Dokładnie to podejście wynika z odpowiedzialności – zarówno za zespół, jak i za widzów. Reżyser przygotowuje następcę i dba o to, by teatr mógł kontynuować swoją działalność bez gwałtownych zmian.

Powołanie, nie zawód

Do młodych ludzi marzących o teatrze Jasiński podchodzi z dużą ostrożnością.

– To bardzo trudny zawód – podkreśla. – Nie zachęcam. Jeśli ktoś jest powołany, i tak pójdzie tą drogą.

W jego słowach nie ma zniechęcenia, lecz realizm. Teatr nie jest dla każdego – wymaga determinacji, pasji i gotowości na niepewność.

Między chwilą a trwaniem

Paradoks teatru polega na tym, że jego istotą jest chwilowość, a jednocześnie może on budować trwałe wartości. Teatr Stu, mimo swojej „jednodniowej” natury, stał się instytucją o długiej historii i silnej tożsamości. Być może właśnie dlatego, że nie próbuje zatrzymać czasu, tylko go przeżywać.

Najpopularniejsze

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Darmowe parkowanie w krakowskim OPP 1 i 11 listopada

  • Nowy Sącz: Trzy przedszkola do likwidacji. Radni przegłosowali uchwały mimo protestów

  • Wisła Kraków przedłużyła kontrakty z czterema piłkarzami. Kluczowi obrońcy zostają przy Reymonta

  • Tomasz Siemieniec ostro o Cracovii: Nie widzę szans ani na wygranie derbów, ani na utrzymanie

  • Spór o UPA dzieli już nie tylko Polskę i Ukrainę. Ekspert wskazuje na przełom

  • Zamknięto dziki parking na krakowskich Bielanach. Miasto szuka rozwiązania