– Perspektywa osób skrzywdzonych powinna być bezwzględnie najważniejsza – mówił w Radiu Kraków Artur Sporniak z „Tygodnika Powszechnego”. Publicysta komentował nieprawomocny wyrok na biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża, sposób obrony hierarchy oraz możliwą reakcję Watykanu.
Posłuchaj rozmowy
Perspektywa osób skrzywdzonych i obrona biskupa
Wyrok jest nieprawomocny, ale sprawa ma precedensowy charakter: urzędujący biskup został skazany za niepowiadomienie organów ścigania o przestępstwach seksualnych duchownych. Czy może to być przełom?
Sądzę, że tak. Ten wyrok pokazuje zderzenie kościelnej mentalności z perspektywą osób skrzywdzonych, o której biskupi nie pamiętają. W sposobie obrony podczas procesu i w oświadczeniu kurii widać, że chodzi przede wszystkim o dobro Kościoła. Sędzia pokazała natomiast perspektywę pokrzywdzonych.
WażneBiskup tarnowski Andrzej Jeż skazany. Precedensowy wyrok
Dramat tej sprawy polega na tym, że przez opóźnione o co najmniej rok zawiadomienie organów ścigania pokrzywdzeni stracili – z powodu przedawnienia – możliwość dochodzenia sprawiedliwości.
Biskup tłumaczy się, że nie był do końca pewny wiarygodności materiałów, które otrzymał z Ukrainy w 2019 roku. Ten ksiądz wcześniej molestował chłopców w Polsce, a kiedy rodzice zaczęli się skarżyć, poprzednik biskupa Jeża, Wiktor Skworc, wysłał go na Ukrainę. W taki sposób załatwiało się podobne sprawy w polskim Kościele: groźnych księży wysyłano za granicę. Na Ukrainie również były osoby skrzywdzone przez tego duchownego.
Kiedy dokumentacja stamtąd dotarła do biskupa Jeża, zaczął się zastanawiać nad jej wiarygodnością. To bardzo wątpliwe tłumaczenie. Z doniesień medialnych wiemy, że już w 2010 roku jeden z pokrzywdzonych, skrzywdzony jako chłopiec, złożył pisemną skargę do kurii. Taki dokument z pewnością znajduje się w teczce personalnej tego księdza. Gdy biskup otrzymuje kolejne skargi na duchownego, pierwszą rzeczą, którą robi, jest sprawdzenie jego dokumentacji.
Jeż nie może więc tłumaczyć się, że nie wiedział. Bardzo dobrze wiedział. W 2010 roku, kiedy skarga została złożona, był już biskupem pomocniczym. Trudno, żeby nie znał takich spraw kurialnych. Ten sposób obrony jest bardzo wątpliwy, właściwie gorszący.
Oświadczenie kurii jest moim zdaniem kompromitujące. Kuria nie zgadza się z wyrokiem i wskazuje, że o tych sprawach wiedziały również inne instytucje. Odczytuję to jako sugestię: dlaczego to biskup został pociągnięty do odpowiedzialności? Ręce opadają, bo przecież to on odpowiada za podległego mu księdza.
Sędzia podkreśliła, że zadaniem biskupa było „jedynie i aż” złożenie zawiadomienia, a rozstrzyganie wątpliwości należało pozostawić organom ścigania. Trudno więc zrozumieć takie tłumaczenia.
Tak. To również zderzenie prawa kościelnego z państwowym. Biskup tłumaczy, że wykonywał to, co nakazywało mu prawo kościelne. Jest jednak obywatelem Polski, więc obowiązuje go prawo państwowe. Nie może tłumaczyć się, że najpierw chciał dokonać istotnych ustaleń w ramach procedur kościelnych, a dopiero później złożyć zawiadomienie.
Prawo państwowe jest ważniejsze i sędzia również wskazywała na to podczas ogłaszania wyroku.
Wyrok sądu a odpowiedzialność kościelna
Wyrok sądu państwowego nie oznacza automatycznie utraty urzędu kościelnego. Czy biskupa może odwołać jedynie papież?
Tak. Państwo nie może usunąć biskupa z urzędu. Taką władzę ma wyłącznie papież. Biskup nie podlega na przykład Konferencji Episkopatu Polski, tylko papieżowi.
Czy papież może odwołać biskupa po ewentualnym uprawomocnieniu się wyroku?
Watykan powinien zareagować. Pozostaje pytanie, czy taki biskup nadal może pełnić swój urząd tak, jakby nic się nie stało. Ten wyrok jest dość łagodny.
Prokuratura wnioskowała o karę w zawieszeniu.
Ale karę więzienia, czyli domagała się poważniejszej kary. W tym przypadku ograniczenie wolności polega właściwie na karze finansowej: przez dwa lata potrącane ma być 25 proc. biskupiej pensji.
Jaki sygnał dla polskiego Kościoła?
Jak ten nieprawomocny wyrok może wpłynąć na cały Kościół? Czy hierarchowie dostali jasny sygnał, że w takich sprawach nie wolno zwlekać z zawiadomieniem organów ścigania?
Tak. To podwójna lekcja. Po pierwsze, obowiązuje ich prawo państwowe, a dopiero potem kościelne. Nie można odwracać tej kolejności.
Po drugie, w polskim Kościele wciąż kuleje uwzględnianie perspektywy pokrzywdzonych. Jeżeli dzieci są krzywdzone w Kościele przez duchownych, ich krzywda powinna być najważniejsza. Perspektywa osób skrzywdzonych powinna być bezwzględnie najważniejsza.
W 2019 roku papież Franciszek zniósł tajemnicę papieską w sprawach dotyczących nadużyć seksualnych wobec małoletnich i pornografii dziecięcej. Biskupi nie powinni czekać z zawiadomieniem organów ścigania na odpowiedź z Watykanu. Minęło siedem lat, a problem pozostaje.
W 2019 roku ukazał się ważny dokument „Vos estis lux mundi”, dotyczący odpowiedzialności biskupów za tuszowanie wykorzystywania seksualnego małoletnich.
Kiedy poznamy skalę nadużyć w polskim Kościele? Przewodniczący komisji podał termin końcowego raportu
To także pokazuje, jak trudno zmienić kościelną mentalność nastawioną przede wszystkim na obronę instytucji. Skoro nawet watykańskie przepisy pojawiają się tak późno, trudno oczekiwać, że biskupi w Polsce nagle zmienią sposób myślenia. Powinni jednak to zrobić.
Jeżeli mamy sytuację, w której sąd uczy polskiego biskupa prawidłowego wypełniania urzędu biskupiego, to mamy do czynienia z paradoksem.