Wtorek, 27 paź 6 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Protesty wyborcze w Polsce: między prawem a emocjami. Co pokazują dane z 2025 roku?

Wybory prezydenckie 2025 roku mogą zakończyć się nawet 4,5 tysiącem protestów wyborczych. To znacząco mniej niż rekordowe 6 tysięcy z 2020 roku, ale wciąż znacznie więcej niż w 2015. O przyczynach tego trendu, wiarygodności systemu wyborczego oraz potencjalnych zmianach mówił na antenie Radia Kraków Sylwester Oracz z Fundacji Odpowiedzialna Polityka.

Protesty wyborcze w Polsce: między prawem a emocjami. Co pokazują dane z 2025 roku?
Fot. Paweł Topolski.
  • Rośnie liczba protestów wyborczych – coraz więcej obywateli zna swoje prawa i korzysta z procedur prawnych kwestionujących przebieg wyborów.

  • Społeczna polaryzacja sprzyja podejrzeniom – wyborcy mają często przekonanie, że ich kandydat „powinien wygrać”, co napędza składanie protestów.

  • Problemy nie wynikają z fałszerstw, ale z organizacji – niedoszkoleni członkowie komisji i luki w systemie zgłaszania kandydatów mogą prowadzić do błędów.

  • Systemy elektroniczne? Nie teraz – eksperci ostrzegają, że technologia nie zawsze gwarantuje lepsze wyniki i może generować nowe problemy, jak pokazał przypadek z Łotwy.

  • Potrzebne są zmiany, ale nie rewolucyjne – Oracz widzi sens w modelach mieszanych i lepszym rozliczaniu członków komisji, niekoniecznie w zmianie całego systemu.

Posłuchaj rozmowy

Polacy coraz częściej składają protesty wyborcze

W 2025 roku protestów może być nawet 4,5 tysiąca – znacznie więcej niż 58 w 2015 roku. Zdaniem Sylwestra Oracza rosnąca liczba protestów wynika z dwóch głównych powodów: coraz lepszego rozumienia procedur wyborczych przez obywateli oraz nasilającej się polaryzacji społecznej. Wskazywał, że wyborcy coraz częściej wierzą, iż ich kandydat „powinien wygrać”, skoro cieszy się popularnością w ich otoczeniu.

Procedury działają, ale emocje są silne

Choć oficjalna liczba protestów nie jest jeszcze znana, media donoszą o incydentach m.in. z komisji nr 95 w Krakowie i nr 10 w Tarnowie. Oracz tłumaczył, że powtarzalność tych przypadków może dawać mylne wrażenie powszechności problemu. Według niego to te same lokalizacje i te same sytuacje przewijają się w protestach, co nie daje podstaw do uznania, że mamy do czynienia z masowymi nieprawidłowościami.

Zaznaczył, że choć zdarzają się sytuacje, w których sąd uznaje zastrzeżenia za zasadne, to w większości przypadków nie prowadzi to do zmiany wyniku wyborów.

W większości takich przypadków, jak wszyscy wiemy, nie doprowadzało to do podważenia ostatecznego wyniku

– podkreślił.

Problemy systemowe: nie szkolenie, lecz rekrutacja

Oracz przekonywał, że największe problemy nie leżą w samym dniu głosowania czy technikaliach liczenia głosów, lecz w przygotowaniu i doborze członków komisji. Zwracał uwagę, że zmiany wprowadzone po 2018 roku – takie jak możliwość zgłaszania kandydatów przez komitety, które ostatecznie nie wystawiają własnych kandydatów – obniżyły jakość pracy niektórych komisji.

Wskazywał, że część osób mogła zgłaszać się do komisji nie z powodów obywatelskich, lecz z chęci dorobienia.

Jeżeli ktoś idzie, mówiąc wprost, żeby zarobić tych parę stówek, to jest mniej zmobilizowany do tego, żeby to robić dobrze

– ocenił.

Czy Polska potrzebuje niezależnej instytucji nadzorującej wybory?

Ekspert przypominał, że Polska już dysponuje takim ciałem – Państwową Komisją Wyborczą. W jego ocenie PKW, jako ciało multipartyjne złożone z ekspertów, spełnia standardy obowiązujące w wielu krajach i nie odbiega od międzynarodowych wzorców. Jednocześnie dostrzegał problemy obecnego modelu, m.in. przymuszanie do udziału w zbiórkach podpisów i powierzchowną mobilizację polityczną młodych ludzi.

Transparentność liczenia głosów? Tak, ale ostrożnie z technologią

Oracz zadeklarował, że jest zwolennikiem możliwie najbardziej przejrzystego modelu liczenia głosów. Wskazał, że w niektórych krajach – jak Szwecja – obywatele są wręcz zachęcani do obserwacji procedur.

Widziałem w Szwecji taki model, gdzie obywatele są wręcz zachęcani do tego, żeby weszli do lokalu, jeżeli stoją na zewnątrz, żeby przyjrzeć się liczeniu głosów

– mówił.

Ostrożność zalecał natomiast wobec automatyzacji procesu. Przypomniał przypadek Łotwy, gdzie wdrożenie elektronicznego systemu zakończyło się fiaskiem. Według jego szacunków, samo wdrożenie najprostszych skanerów w Polsce kosztowałoby około 55 milionów złotych – bez uwzględnienia kosztów systemu, szkoleń i zabezpieczeń.

Komentarze

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Spór o UPA dzieli już nie tylko Polskę i Ukrainę. Ekspert wskazuje na przełom

  • Zamknięto dziki parking na krakowskich Bielanach. Miasto szuka rozwiązania

  • Odwołana rzeczniczka uczniów zabiera głos. "Dzień wcześniej dostałam prośbę od Łukasza Gibały"

  • 20-letni sołtys Cikowic chce głosować za własnym odwołaniem. W tle konflikt z proboszczem

  • Bruk-Bet Termalica melduje się w 1/8 finału Pucharu Polski

  • Groźny wypadek na rynku w Nowym Sączu. BMW wjechało na chodnik i potrąciło pieszego