Wtorek, 27 paź 7 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Obywatelskie referendum czy polityczna gra?

Jest wniosek o referendum odwoławcze, są zarzuty wobec prezydenta Krakowa — to wystarczy, żeby zmobilizować mieszkańców? "Czy to argumenty na tyle skuteczne, żeby doprowadzić do zebrania podpisów, a potem zwycięstwa w referendum? W tych zarzutach brakuje konkretów, a obywatel lubi konkret. Lubi wiedzieć, za co kogoś ma nie lubić" - mówił w Radiu Kraków dr hab. Maciej Zakrzewski, kierownik Katedry Historii Polityki Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

Obywatelskie referendum czy polityczna gra?
Aleksander Miszalski/ Fot. Marek Lasyk.
  • Referendum odwoławcze w Krakowie będzie bardzo trudne do przeprowadzenia: próg 60 tysięcy podpisów i wysoka frekwencja potrzebna do jego ważności to poważne bariery, zwłaszcza w dużym mieście.

  • Argumenty przeciwników prezydenta są rozproszone i mało konkretne, co może utrudnić mobilizację mieszkańców – a wyborcy oczekują jasnych, czytelnych powodów.

  • Inicjatywa referendalna może być nie tyle próbą realnego odwołania prezydenta, co elementem długofalowej gry politycznej i budowania kapitału społecznego przez środowiska opozycyjne.

Posłuchaj rozmowy Piotra Łęgowskiego z Maciejem Zakrzewskim.

O referendum odwoławczym mówiło się już od kilku tygodni. Przed autorami teraz dużo pracy, mają 60 sześćdziesiąt dni na zebranie 10 procent głosów poparcia. Czyli w przypadku Krakowa – 60 tysięcy podpisów. To jest dość sporo. Myśli pan, że uda się je zebrać?

- 60 tysięcy to rzeczywiście sporo. Pamiętajmy, że funkcjonujemy w czasie, kiedy nie ma kampanii wyborczej. Bardzo dużą rolę odgrywa skala miasta. Akcje referendalne udawały się zazwyczaj w miastach, które nie mają więcej niż 200 tysięcy mieszkańców. Czyli im większe miasto, tym trudniej. Potrzeba przede wszystkim pieniędzy, sił i jeszcze raz pieniędzy.



"Nie da się kupić Krakowa". Aleksander Miszalski stanowczo o organizatorach referendum ws. jego odwołania

Patryk Kubiak

W polityce jak w sporcie - wyniku nikt nie przewidzi

Żeby referendum było ważne, potrzeba trzech piątych głosów z wyborów samorządowych z drugiej tury 2024 roku – 160 tysięcy osób musi pójść do urn.

- Tak, to kolejny próg. Kiedy uda się zebrać podpisy pod referendum, rozpocznie się kampania wyborcza. Jest kwestia mobilizacji i wczucia się w nastroje społeczne w mieście. Musimy też uwzględnić to, co się dzieje na arenie ogólnopolskiej - notowania Koalicji Obywatelskiej stoją wysoko, a prezydent Miszalski jest reprezentantem KO. Kraków również jest miastem raczej sprzyjającym Koalicji Obywatelskiej. Więc tym bardziej będzie bardzo trudno zebrać głosy poparcia dla referendum. W polityce jest trochę jak w sporcie - doświadczeni politolodzy nigdy nie będą typować wyników wyborczych. Mogą wskazywać pewne warianty, kierunki, w których to może iść. Nikt jednak nie przewidzi ostatecznego wyniku.

Nieformalny komitet referendalny nazwał się Grupą Obywateli, jednak doskonale wiemy, że za grupą stoją przeciwnicy polityczni, a więc prawicowe ugrupowania - PiS, Konfederacja, narodowcy. Czy to zagranie w stylu „kandydata obywatelskiego PiS na prezydenta”?

- To jest pytanie o to, ile znamy nazwisk z tego komitetu obywatelskiego, który złożył wniosek. Partie polityczne zachowują pewien dystans, przynajmniej na tym etapie; obserwują, co z tego wyjdzie. Jedno to odwołać prezydenta, a drugie - zastanawiać się, kto ma zająć jego miejsce. Na pewno będą na te pytanie odpowiadać i zastanawiać się na poparciem lub nie. Więc musimy poczekać, kto się ujawni.

Partie mają możliwości, żeby taka inicjatywa była skuteczna, ale z drugiej - etykietki partyjne nie będą pomagać.

Obywatel lubi konkret

Przyjrzyjmy się zatem argumentom przeciwników prezydenta Krakowa - tragiczny stan finansów, związany z nim brak porządnego audytu, brak realizacji obietnic, choć przecież wiemy, że kadencja jeszcze się nie kończy. Czy to są argumenty, które mogą trafić na podatny grunt?

- W przypadku części elektoratu tak. Pytanie jednak - czy to argumenty na tyle skuteczne, żeby doprowadzić do zebrania podpisów, a potem zwycięstwa w referendum? Przykład z Wrocławia pokazuje, że (mimo zarzutów grubszego kalibru) niekoniecznie. W tych zarzutach brakuje konkretów, a obywatel lubi konkret. Lubi wiedzieć, za co kogoś ma nie lubić.

PiS: Prezydent Miszalski pogrąża finanse Krakowa. Opozycja ostrzega przed niewypłacalnością miasta

Ola Sobczak

Argumentów rzeczywiście jest tu dużo, ale widać, że to jest zbiór różnych elementów. Nie do końca mogą być przekonywujące. Musimy mieć jakieś określone, konkretne wydarzenie. Jak jest zarzut dużego kalibru, to uwaga społeczna może się ogniskować. W momencie, kiedy tych argumentów jest zbyt wiele, ona będzie się rozchodzić.

Kto by zyskał na zmianie prezydenta Krakowa i rady miasta?

- Pomysł referendum pojawił się w przestrzeni publicznej kilka tygodni temu, był forsowany przez polityków Konfederacji. Teraz wraca w „odsłonie obywatelskiej”. Owszem, jakieś zarzuty są, ale trzeba też pamiętać, że w kampanii referendalnej (lub podobnych) nie chodzi o to, żeby wygrać. Czasami chodzi o to, żeby budować kapitał. Żeby w miarę niewielkim kosztem zbudować zaplecze społeczne. Może więc to jest element dłuższej drogi. Tymczasem my jesteśmy skoncentrowani na tym, że ktoś musi przegrać, ktoś musi wygrać; myślimy, że chodzi o konkretne rozstrzygnięcie. Te cele mogą być po prostu inne i wpasowane w kampanię długofalową.

Aleksander Miszalski na sesji RMK: "Bankructwo nam nie grozi". Radni: "Potrzebny audyt każdego wydziału"

Elżbieta Raczyńska

Co może sprzyjać prezydentowi Krakowa

W Krakowie była już taka akcja referendalna. Wtedy inicjatorem był Łukasz Gibała i jego ówczesne stowarzyszenie Logiczna Alternatywa. To był wniosek przeciwko prezydentowi Majchrowskiemu, który jednak nie przeszedł. Żeby odbyło się referendum zabrakło prawie 10 tysięcy głosów, a wiele zostało zakwestionowanych. Sąd w końcu sprawę umorzył.

- To była inicjatywa poza partiami politycznymi, miała charakter jednak obywatelski, skupiony wokół lokalnego działacza. Nie udało się mimo zaangażowania ludzi i pieniędzy.

Aresztowano hejtera z Mazowsza, który groził śmiercią prezydentowi - czy ta sprawa może pomóc Aleksandrowi Miszalskiemu? Zazwyczaj stoimy po stronie tego, który jest atakowany.

- Tak, to normalny odruch. To może sprzyjać prezydentowi Miszalskiemu, zwłaszcza, kiedy przypomnijmy sobie doświadczenie Gdańska. Ale trudno to w ogóle ujmować w kategoriach politologicznych. Ta historia na pewno nie zaszkodzi.

Prezydent Krakowa po groźbach śmierci: „Są granice, których nie wolno przekraczać”

Elżbieta Raczyńska



Komentarze

Najpopularniejsze

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Darmowe parkowanie w krakowskim OPP 1 i 11 listopada

  • Nowy Sącz: Trzy przedszkola do likwidacji. Radni przegłosowali uchwały mimo protestów

  • Wisła Kraków przedłużyła kontrakty z czterema piłkarzami. Kluczowi obrońcy zostają przy Reymonta

  • Tomasz Siemieniec ostro o Cracovii: Nie widzę szans ani na wygranie derbów, ani na utrzymanie

  • Spór o UPA dzieli już nie tylko Polskę i Ukrainę. Ekspert wskazuje na przełom

  • Zamknięto dziki parking na krakowskich Bielanach. Miasto szuka rozwiązania