W październiku, 2016 roku umiera Andrzej Wajda. Żył 90 lat, siedem miesięcy i 3 dni. Pozostał po nim wielki dorobek, filmów i spektakli teatralnych, książek, notatek, a wśród nich i ten ostatni film, który choć był pokazany we wrześniu, w 2016 roku w Gdyni na Festiwalu, gdzie zdobył nagrodę pozaregulaminową jury, oficjalną premierę miał dopiero 13 stycznia 2017 roku. Ten film to „Powidoki”. Pokazany w 3 miesiące po śmierci Wajdy staje się jego artystycznym testamentem. Czy jednak możemy tak o tym filmie powiedzieć?
Ten film to opowieść o artyście niszczonym przez system polityczny, refleksja o wolności twórczej i osobiste pożegnanie reżysera z kinem oraz z własnym pokoleniem. Głównym bohaterem „Powidoków” jest Władysław Strzemiński, malarz awangardowy, teoretyk sztuki i pedagog, który po II wojnie światowej popada w konflikt z władzami komunistycznymi. Nie chce podporządkować swojej twórczości doktrynie socrealizmu. W konsekwencji traci możliwość pracy, zostaje usunięty z uczelni, a jego sytuacja materialna i zdrowotna stopniowo się pogarsza.
Ale najważniejsze w tym filmie nie jest samo historyczne starcie artysty z władzą. Jest nim pytanie: czy człowiek może zachować wewnętrzną wolność, kiedy system odbiera mu wszystkie warunki pozwalające tę wolność realizować?
To bardzo ciekawy film, zwłaszcza że stał się ostatnią filmową wypowiedzią reżysera. Na ile jest to film Wajdowski? Co jest w nim najbardziej udane? A może siła „Powidoków” nie polega na tym, że wskazuje konkretną władzę, tylko, że film ten przestrzega przed mechanizmem, który może powracać w różnych epokach. Bo władza zaczyna zagrażać wolności, gdy uznaje, że ma prawo decydować nie tylko o tym, co wolno robić, ale również o tym, co wolno myśleć i tworzyć.
I o tym wszystkim będę rozmawiać z Marią Malatyńską, krytykiem filmowych autorką artykułów i książek o Andrzeju Wajdzie. Zapraszamy!