To nie żart. Właścicielem zwierzęcia jest pan Radosław Szostak, który kupił kangura w hodowli na Śląsku. To Walabia Bennetta, czyli kangur średniej wielkości, który może osiągnąć do 90 centymetrów wzrostu i 20 kilogramów wagi. W piątek jednak wydostał się z ogrodu właściciela.
"Był na tyle sprytny, że kopnął w lekko uchyloną bramkę i w ten sposób się wydostał. Ma silne nogi, natomiast on jest raczej przestraszony i nieufny w stosunku do obcych ludzi. Więc na pewno jeśli ktoś go zobaczy, to będzie uciekał. Dlatego nie polecam go gonić, zaganiać. Tylko raczej poinformować. A najlepiej jakby wszedł go kogoś na ogród i tam został. Na pewno nic nie zrobi, nie uszkodzi. Najwyżej zje trochę trawy. Na pewno nikomu nie zrobi krzywdy, bo nie jest absolutnie groźny. Są takie filmy, ale to nie typ boksera". - mówi w rozmowie z Radiem Kraków właściciel kangura - uciekiniera.
Radosław Szostak ze Sterkowca koło Brzeska prosi osoby, które widziały zwierzę o kontakt, chociażby przez Facebook. Na którym podaje swój numer telefonu.
Dzikie populacje kangurów poza Australią żyją także w Europie np. w okolicach miejscowości Emance niedaleko Paryża. Są potomkami kangurów, które uciekły z ogrodu zoologicznego. Miejscowe władze ostrzegają kierowców przed możliwym niebezpiecznym spotkaniem na drodze. W Polsce są hodowle kangurów.
Jako pierwszy informacje o poszukiwaniach kangura podał portal informatorbrzeski.pl
W Sterkowcu koło Brzeska trwają poszukiwania kangura. Właściciel przekonuje,że nie jest niebezpieczny. Bo to nie "odmiana bokserska". Choć może szybko uciekać. Więcej w serwisie @RadioKrakow o 10 . Zdjęcie i rozmowa z właścicielem na: https://t.co/fYi6pc6jYF pic.twitter.com/Pdr2arTpAe
— Bartłomiej Maziarz (@BartMaziarz) April 24, 2021
Bartłomiej Maziarz/bp